Sobota, 11 sierpnia,
Wydaje mi się
że jest 11. sierpnia,
ale nie jestem tego pewna. Od
kilku dni przeprowadzka wprowadza lekki zamęt w naszym życiu. Jemy byle co (znów
przytyłam!), śpimy
byle jak i byle gdzie
– dziś w starym domu w Atmore. Na twardym posłaniu z kołder i kocy. Nikomu
nie chciało się dmuchać materaca o godzinie pierwszej nad ranem...
W nowym-starym domu przynajmniej wykładzina dywanowa miała dłuższe owłosienie.
Jeśli tak
dalej pójdzie, przestanę ci opowiadać moje sny. Dziś nic
zupełnie nie pamiętam. Ale chciałabym ci opowiedzieć o tym,
co można w Ameryce robić (w stanie Floryda, zanaczam!) w weekendowe
wieczory...
Sobota. Męczący dzień. Upał.
Deszcz. Burza. Zaduch. Przeprowadzka. Sprzątanie i praca. Około
dziewiątej para mlodych ludzi zdecydowała jednak, że nie wróci
bezpośrednio do starego legowiska, ale wybierze się na
przechadzkę po okolicznych klubach i kawiarniach. Trzeba przecież
poznać miasto, w którym niedługo zapuści się korzenie.
Mężczyzna zdążył juz w ciagu wcześniejszego
wypadu poznać jeden z coffe shopów. Uznali więc, że jest to
dobre miejsce na początek. Jakieś pięć minut samochodem od
nowego ich miejsca zamieszkania odnaleźli piętrową kawiarnie.
Mieściła sie (mieści wciąż) w niepozornej, starej
kamienicy. Tuż obok nocnego klubu, dyskoteki i baru. Pierwsze
pomieszczenie wąskie, maleńkie, po lewej niewielki bar. Zamówili
kawę. Okazało się jednak, że kawiarnia nie akceptuje kart
kredytowych. Coffee Tofee Milkshake i kawa na kredyt dla niej, podczas gdy
mężczyzna musiał pofatygować się do najbliższego
za rogiem bankomatu. A wydawało im się, że nikt nie nosi
już czystej gotówki w kieszeni. Ot, może dolara na napiwek. Że
karciane pieniadze dotarły wszędzie.
Gdy on wrócił, udali się na obchód
przestronnej, przytulnej jak klub młodzieżowy lub schronisko,
kawiarni. Jej pierwsze pomieszczenie - bar, mimo że kusił licznym,
ciekawym, bo zróżnicowanym towarzystwem, zdał się jednak dla
nich przyciasny. Pojawiający się nowi goscie kawiarniano-klubowi tłoczyć
musieli się gdzieś w progu i za progiem. Miejsca skąpo. Jeden z
korytarzy prowadził do obszernego pomieszczenia, w którym ustawiono
jedynie dwa, lecz duże, okrągłe stoły. Przy jednym z nich
siedziało grono ludzi i zawzięcie o czymś rozprawiało.
Postanowili im nie przeszkadzać. Tuż przy barze strome schody
prowadziły na pietro. Długi, waski korytarz (nota bene, miejscami nie
do przejścia – „zasiedziały” przez njamłodszych, jak im sie
zdało, bywalców kawiarni. Młodzi ludzie siedzący na
podłodze wyglądali na szesnasto- i siedemnastolatków. Wszyscy palili.
Tu właśnie. W salach – pokojach ustalono bowiem zakaz palenia.
Mężczyzna i kobieta stopniowo odkrywali kolejne pomieszczenia. Nie
było ich a z tak wiele. Może pięć. A jednak kazdy inny:
sala telewizyjna, w której na dwu wygodnych kanapach zawsze ktoś
wylegiwał sie półleżąco zapatrzony w ekran, ta
przypominająca bibliotekę – pełna książek, dalej sala
najbardziej kawiarniana, zapełniona maleńkimi, okrągłymi
stolikami, sala pełna układanek, puzzli, gier.., następnie
sala.. nie.., nie pamiętam jak wyglądały ostatnie pomieszczenia.
Atmosfera tej kawiarni wywarła na mnie jednak przyjemne wrażenie. To
nie był jedynie lokal zgodnie z nazwą pozwalający na zakup i
wypicie dobrej kawy na rozmaite sposoby. To było doskonałe miejsce,
gdzie poznać można nowych ludzi, gdzie zawiązać można
nowe przyjaźnie. A jednak mężczyzna wyglądał na
znudzonego, a może zmęczonego, kobieta na zastraszoną i
nieśmiałą. Po kilkunastu minutach ktoś ich zaczepił,
ktoś zadał pytanie. Wywiązała się rozmowa. Miło.
Mimo to po dwu godzinach, obejrzeniu horroru z lat
pięćdziesiątych i kilku japońskich abstrakcji rysunkowych,
udali się na poszukiwanie innych środowisk i innych klimatów.
Odnaleźli klub, który nie pozwalał już na wolny wstęp
wszelkiej maści gościom. Wejście było płatne. Dozwolone
jedynie pełnoletnim. Ta zaaranżowana w hotelu w Pensacola impreza
nazywana była przez bywalców i znawców Swingers Party. Czy byłeś
kiedykolwiek w takim miejscu, mój drogi?
Para młodych ludzi dotarła z niejaką
trudnoscią na miejsce, położone w pobliżu plaż
Pensacola. Trudno było je odnaleźć na podstawie podanych online,
nie dość dokładnych instrukcji i wskazówek drogowych. A jednak
dotarli. Bilety wstępu sprzedawała para ludzi w średnim wieku.
Oboje nieszczególnie urodziwi. Mężczyzna i kobieta weszli do
obszernej sali, w ktorej na środku umieszczono podest –
tańczyłą na nim mniej więcej połowa obecnych. Po obu
stronach podestu rozstawiono stoliki. W umyśle młodej kobiety
całość wzbudziła wspomnienie starych, dobrych weselnych
przyjęć w jej rodzinnym kraju. Nie był to jednak styl zabawy,
ktorego oczekiwala. Poczekajmy zobaczmy – powiedziała sobie w duchu.
Usiedli oboje przy jednym z wolnych stolików. Nie tańczyli. Wstali tylko
raz pod koniec, gdy muzyka wydała im się dość atrakcyjna,
aby ruszyć się z miejsca. Wyczekiwali zakończenia częsci
wstępnej i oficjalnej i przejścia do pokoi hotelowych na górze.
Wiedzieli, że po północy to właśnie miało
nastapić...
Czas
dłużył się niemiłosiernie. Ona wyglądała na
znudzoną. W końcu jednak muzyka ucichła i każda para powoli
zbierała się do opuszcenia sali tanecznej. Pokój numer? –
zapytała ona swojego towarzysza – nie dosłyszałam. – Ja też
nie. Idźmy za tłumem. – uśmiechnął się.
Na pierwszym piętrze dwa pokoje zapełniły się szybko ludźmi. Wywiązywała się szybko rozmowa. Przełamywaie lodów. Niektórzy, jak zauwazyła ona, znali sie już dobrze – to zapewne stali bywalcy – pomyślała. – W napięciu oczekiwała, co stanie się dalej. Wiedziała mniej więcej czym jest swingers party. Kim są ludzie nazywani „swingers”, a jednak nie bardzo wiedziała jaki charakter mieć może ta impreza, w której uczestniczyła. Czy będzie to otwarty seks? Rodzaj orgii? – nie mogła uwierzyć, że to spotkanie, pełne tak łagodnych i uprzejmych i nieśmiałych niemal ludzi, przerodzić się miało w jakąkolwiek jawną, seksualną ucztę. Powoli, przeciskając się pomiędzy zgromadzonymi ludźmi, odpowiadając równie uprzejmie na uprzejme i ciekawe Hi, how are you?, odrzucając propozycje zainteresowanych nią panów, zwiedzała zarezerwowane dla klubu pokoje. Jeden z nich, jak sie okazało, krył w oddalonym kącie szerokie, dwusoobowe łóżko i tak zwany „swing” czyli rodzaj huśtawki, na której już niedługo miała obserwować seks dwojga ludzi. Była to jedna z młodszych tutaj par. Dwoje ludzi stało, dwoje uczestniczyło w akcie seksualnym. Była to jedyna odważna czwórka tego wieczoru zapewne. Obserwującej kobiecie nasuwała się jedna tylko myśl - Swingers party są świetną rozrywką dla nieco już sobą znudzonych par małżeńskich. Niekoniecznie młodych, niekoniecznie nieurodziwych. Te pary jednak właściwą seksualna grę pozostawiają na późniejszą chwilę i moment bardziej intymny.
Dwoje
młodych ludzi, mimo że zawarło kilka ciekawych znajomości,
zaczerpnęło wiadomości o innych tego typu imprezach w
mieście i okolicach, poczuło się po kilku godzinach znudzeni.
Wyszli więc i dopiero przechadzka po barach i dyskotekach na plaży
Pensacola ją wyrwała z zamyślenia, jego pozbawiła nastroju
zawodu i rozczrowania. Ach, więc tak wygląda słynne Sinders Party...”.
Nie zachwyciła mnie żadna z obecnych tam kobiet.
Co ty
sadzisz o stylu zycia par zwanych swingers?
Pozdrawiam
cię ciepło,
Nie
zapominaj o swojej Marii,
Wciąz
łudzę się, że kiedyś mi odpiszesz długim
długim listem.
Maria