back 
 
 

Toaleta w pociągu

 

Niedziela. A może sobota. to był jeden z wolnych dni weekendowych. Nie, to musiała być niedziela, bo pociąg był niemal pusty. Żadnych przekupniów z tobołkami, żadnych nawet licznych rodzin, matek z dziećmi, z bobasami drącymi się w niebogłosy. 
Niedziela rano. Siedziałam gdzieś tam w końcu pociągu. Nieliczni pasażerowie za mną, przede mną, obok nikogo. Na jednej ze stacji wsiadła kobieta w średnim wieku, niemłoda niestara, może około czterdziestki. Trudno było ocenić jej wiek tak, jak ocenia się zwykle wiek kobiety. Miała widocznie wiele cech męskich i taki też styl. Nie mogłam skojarzyć na jakiej stacji wsiadła. Oh, to niewątpliwie relatywna sugestia, a jednak czasami byłam zdolna ocenić pochodzenie, życie człowieka, spoglądając na jakiej stacji wsiadł.. (Zakładając że wsiadł na swej rodzimej stacji). Kobieta... mogła wsiąść w Falenicy, która, z przeproszeniem jej mieszkańców, wiejskie dawała im mieszkanie. A właściwie nie Falenica sama, lecz jej przyległości terytorialne... Pola, pola..
Kobieta, która wsiadła, którą zaczęłam obserwować, była w pewien sposób schłopowaciała. Stwardniały okrągłości kobiece, przybrało jej ciało postać kształt  męski. Sygnalizowała to jej krótko, prosto ścięta fryzura, sugerowały to jej rysy i sugerowało ubranie. Miała na sobie spodnie, luźne lekkie z cienkiej bawełny (Francuzi mówią na nie „indiańskie”) szerokie we wzory, biało-granatowe, jakiś t-shirt bez rękawów, którego koloru nie pamietałam, tylko tego byłam pewna, że nie pasował zupełnie do spodni. Na nogach sandały z gatunku wygodnych, na rzepy na grubszej podeszwie bez obcasów oczywiście! Nogi odziane w skarpetki. Jej włosy kręcone krótkie zaczesane za uszy były jeszcze mokre – zapewne myte tuż przed wyjściem, skręcały się teraz w fale. 
I co w tym widoku ciekawego? Kobieta w średnim wieku jakich tysiące.  Zainteresował mnie nie sam jej wygląd, który ostatecznie dopełniał tylko całości, lecz zachowanie tak niepasujące do jej wyglądu. Kobiecie tej zdawało się ogromnie zależeć na jak najlepszym wyglądzie. Wyraźnie widoczne było, że siedziała na swoim miejscu jak na szpilkach, co chwila zmieniała koncepcję i zajmowała się innym elementem ... toalety. (sic!) 
Toaleta improwizowana w pociągu była najwidoczniej ciągiem dalszym tej nieukończonej w domu. Zauważyłam, że wyciąga pilniczek, piłuje i wygładza paznokcie. Trwało to czas jakiś... Potem poprawia ubranie. Zamyka, otwiera, przytwierdza lepiej do wózka tekturowe pudełko, które miała tuż przy sobie, u swoich stóp, i jakby i ono było elementem całości, częścią jej wizerunku. 
Wychodzi na chwilę do niewielkiego pociągowego WC. Wraca. Tym razem wyjmuje pincetę i zaczyna wyrywać sobie włoski na brodzie. Powoli. Dokładnie. Odwróciła się na wpół ode mnie, która siedziałam na prawo od niej w odległości może metra..
Nie wiem czy zdołała zakończyć tę toaletę, może coś jeszcze było w planie... Makijaż? Manicure? Niee. To niewątpliwie nie mieściło się już w jej męskim stylu. Wysiadła na stadionie , pociągnęła za sobą swój wózek na kółkach z przytwierdzonym tekturowym pudełkiem.. Pozostałam niemal sama w przedziale. Sama z dwoma idiotycznymi pytaniami, które natarczywie domagały się odpowiedzi, której nie było. 
p1 Jak wyglądał facet dla którego starała się być piękną ta kobieta?
p2 Co było w pudełku???

 up