|
Pociąg z.... Sobota rano. Wsiadam.. Ku memu zdziwieniu pociąg szalenie ciasny.
Rzadko zdarza mi się jeździć sobotnim pociągiem w stronę Warszawy. Stanęłam
gdzieś pomiędzy siedzeniami. Przejście było dość szerokie.. w pociągach
podmiejskich jest to około 80 centymetrów. Stało obok mnie kilka osób,
te wsiadły najwyraźniej późno, równie późno jak ja, na stacjach bliższych
Warszawie. Miejsca siedzące zajęte były bowiem przez tych, którzy jechali
z daleka. Duże zróżnicowanie wiekowe. Od babć, które z tobołkami, chustkami
zawiniętymi, pełnymi wiktuałów, kubełkami jagód i grzybów, przez mamy z
dziećmi, bobasami i młodzież. Atmosfera familiarna. Nie wiedziałam wielokrotnie
jaki był cel wyprawy tak dalekiej tych ludzi. Babinki jechały zapewne na
bazar, a mamy? młodzież? Zakupy, poszukiwanie rozrywki... Nie dociekałam.
Początkowo nie starałam się nawet obserwować całej tej familiady wielopokoleniowej.
Stojąc, czytałam książkę. A jednak wyrywana co chwilę z zaczytania przez
osobę, która oczywiście uprzednio przeprosiwszy uprzejmie, pragnęły przedostać
się przejściem pomiędzy siedzeniami, które ja swoją osobą najwyraźniej
tarasowałam. Zamknęłam lekturę i zirytowana lekko zaczęłam wodzić wzrokiem
po otoczeniu. Oczywiście najpierwszym obiektem, który nie mógł ujść mojej
uwadze były przechodzące osoby. Zauważyła najpierw młodą dziewczynę, wstała
ze swojego miejsca obok matki ciotki czy sąsiadki.., przesuwała się w kierunku
pomostu.. Do toalety pomyślałam. Rzeczywiście, a jednak zauważyłam, jak
wychodząca podaje jakiś mały przedmiot kolejnej osobie, która już stała
pod drzwiami czekając. Młody chłopak tym razem.. I znów szła, przepuściłam
ja w wąskim przesmyku między siedzeniami... potem chłopak.. przepuściłam,
wraca, zrobiłam miejsce.. A potem jeszcze jedna z cioć, mam, jakiś mężczyzna
w średnim wieku, starsza pani, zasuszona nawet staruszka.. Ta swoje tobołki
powierzyła sąsiadce, oglądała się jeszcze kilkakrotnie na spoczywający
nieruchomo na siedzeniu dobytek.
|