Intermedium prozaiczno-tragiczne piąte
Potwór
Katja słyszała tamtego wieczoru trzaśnięcie drzwiami. Mark wyszedł.
Paweł został na dole... Czekała czy usłyszy jego kroki. Ale, nie.. zapewne
położył się na kanapie w salonie... Nie mogła słyszeć głosów Pawła i Marka..
Nie chciała znać szczegółów ich dyskusji, ich kłótni.. Domyślała się jednak
jej sensu, jej tematu... jej skutków.. Długo nie mogła zasnąć. Leżała na
wznak wpatrzona w mrok sufitu rozjaśniany tylko z rzadka światłami przejeżdżającego
samochodu... Zapaliła w końcu maleńką nocną lampkę. Sięgnęła po leżącą
obok łóżka książkę. "Fedra". Otworzyła na chybił trafił.. Przerzuciła kilka
kartek. Wzrok jej padł na fragment końcowy.. świetny monolog Teremenesa,
opisujący ukazanie się potwora i ... i śmierć.
Ledwie opuściliśmy bramy Trezeny
On był na swoim rydwanie, straże obok
Zachowywały jak i on ciszę, zebrane wokół niego
Podążał drogą do Myken pogrążony w myślach,
Jego ręka swobodnie popuszczała cugli koniom
Ci wspaniali biegacze, których widziano niegdyś
Pełne zapału szlachetnego, a posłuszne jego głosowi,
Oko teraz miały smutne i łeb zwieszony
Zdawały się dostosowywać do jego smutnych myśli...
Coś szeptało jej, że lepiej może jeszcze raz spróbować przytulić głowę
do poduszki i zasnąć, ale oczy już zaczęły śledzić kolejne wersy monologu,
który pasjonujący był i zarazem w jakiś sposób złowróżbny...
Przerażający krzyk wydobywający się z głębi wód
Powietrza w tym momencie zakłócił spokój
I z głębi ziemi ogromny głos
Odpowiadał jęcząc na ten straszliwy krzyk...
Czytała dalej , nie była w stanie oderwać oczu od tekstu..
Aż do głębi serca zmroziła się w żyłach krew
Ostrożnym rumakom zjeżyły się grzywy
W tym czasie na wierzchu płynnej niziny
Wznosi się wzbudzając fale wodna góra
Fala zbliża się wznosi i wypluwa na naszych oczach
Pośród wodnego zamętu gniewnego potwora...
Nie miała ochoty czytać dalej, opis był jej doskonale znany a tej nocy
zaczynał wzbudzać w niej obrzydzenie. Najmniejsza próba wyobrażenia sobie
całej sytuacji, niezależnie jak bardzo byłby ona nierealna, powodowała
w niej dreszcze i odruchy wymiotne.. Oto jak można tak szaleńczy opis przekształcić
w sztukę wysokiej miary.. Opis zbliżony do opisu wziętego z horrorów, ale
pod piórem Racine'a jest świetny, wysublimowany i ma swoją wartość.. Ale
myślała o tym co dalej, już nie sięgnęła po książkę. Wiedziała przecież
doskonale, znała los Hipolita, miała przed oczami wielokrotnie czytany
opis jego śmierci.. Rozdzierany przez spłoszone konie ginie umazany w prochu
i krwi własnej. Zostaje .. nic nie zostaje, co przypominałoby Hipolita
z przed-chwili...
Zgasiła światło ale i tak głupio, uparcie krążyły w głowie słowa -
zginął, zginął.. ile razy czytała ten tekst, ile razy recytowała ten właśnie
fragment, a nigdy nie przemówił on do niej tak silnie.. Zginął Hipolit..
Ale co w końcu obchodził ją Hipolit sprzed stuleci i cała antyczna historia?
Gdzie był ten który dla niej był Hipolitem, tknęło ją wówczas złe... tak
złe przeczucie... nie zmrużyła oka całą noc, dopiero około piątej nad ranem
usnęła zmęczona..
Nie słyszała telefonu. Nie słyszała kroków Pawła. Nie poczuła dotyku
jego spojrzenia...