Intermedium prozaiczno-tragiczne czwarte
Powrót
Mark nie pojawił się na warsztatach teatralnych. Nie było również
Katji. Zajęcia na teatrum toczyły się jednak zwyczajnym trybem. Członkowie
grupy przyzwyczaili się już do całkowicie improwizacyjnego charakteru zajęć,
choć początkowo liczni zgłaszali sprzeciw... Ostatecznie, choć nikt nie
kwapił się, by wypowiadać na głos taką opinię, wszyscy czuli, że spotkania
środowe są swego rodzaju terapią, kuracją antystresową, czy jak kto wolał,
poszukiwaniem własnego prawdziwego "ja", a może drugiego "ja", które równie
ważne było jak pierwsze.. Teatr stawał się dla niektórych miejscem odkrycia
innej nowej strony ich osobowości, wydobywał na jaw to , co nie mogło nijak
wyjść z ukrycia w rzeczywistości.. Tak właśnie postrzegał świat teatralny
Marek. Tak myślał o nim w dniu, w którym nie miał dość odwagi, by pojawić
się w Szkole, nie miał dość siły by spotkać się z Katją i wściekał się
bezsilnie na swoje tchórzostwo i apatię....
Związek z Janem angażował go coraz głębiej, coraz silniej odczuwał
potrzebę bliskości i obecności jego ... nie jej.. Więc nie poszedł. Nie
pojawił się środowego wieczoru, a nie zdołał zgadnąć, że Katja nie pojawi
się również. Siedział samotnie w mieszkaniu Jana, czekał na jego powrót..
nie potrafił się jednak niczym zająć, zniechęcony wyłączył po pięciu minutach
telewizję, wziąć do ręki książkę, aby odłożyć ją po chwili.. Nie mógł znaleźć
sobie miejsca, nie mogły jego myśli znaleźć spokoju, wstał i zaczął przemierzać
wszerz i wzdłuż maleńkie mieszkanie. Natykał się na okno, zawracał i znów
stawiał czoła wysokiej szafie, i znów, i tak wciąż i wciąż. Spoglądał co
kilka minut na zegar, który, zdawało mu, się zamarł i zakrzepł, i stanął
w miejscu, a czasu nie odmierzał.. Dostrzegł wreszcie, jak wskazówka przeskoczyła
na kolejny szczebelek. Dochodziła już dziewiąta. Ubrał się. Wyszedł. Nie
mógł zdzierżyć męki oczekiwania. Poszedł ku Akademii, jak nazywał w myślach
Szkołę Teatralną. Dostrzegł, że powoli zaczynają wychodzić jego studenci..
inni... Odruchowo ukrył się w cieniu muru, skrył się pod sklepionym murowaniem
nad witryną sklepu po drugiej stronie ulicy. Poczekał aż wszyscy wyjdą.
Dostrzegł sylwetkę Jana, lecz nie drgnął. Dopiero, gdy dostrzegł jak zgasło
światło w sali na piętrze odważył się wejść w bramę Akademii. Miał klucze.
Wszedł. Bramę zostawił otwartą.. Wejście również.. Wszedł na górę. Scena
pusta. Stanął tyłem do widowni.. Zdawało mu się, że w każdym zakamarku
okrytym cieniem kryje się jakaś postać, ktoś obcy.. niegroźny ale obcy..
Ktoś kogo nie znał. Może to właśnie ten drugi ja. Ten "on", Mark, który
nie chciał się ujawnić, wyjść na powierzchnię. Nagle zaskoczony drgnął.
Zdawało mu się, że usłyszał inny hałas, ten nie dochodził już z wewnętrznej
rzeczywistości, lecz tej tu.. otaczającej go fizycznie. Dostrzegł w mroku
sali sylwetkę, kobiecą sylwetkę. Zbliżała się ku scenie. Rozpoznał po chwili
Katję.
-Katju, jak... jak się tu dostałaś? Zostałaś po zajęciach?
-O nie, przyszłam teraz właśnie, a właściwie widziałam cię jak szedłeś
tu.. jak kryłeś się przed wychodzącymi, w końcu jak tu wchodziłeś.. - Mark
milczał, w końcu jednak zapytał ze ściśniętym gardłem.
-Dlaczego?
-Dlaczego? Co.. dlaczego? Dlaczego jestem tu? ..- skinął głową.
-Jest pewna improwizacja, która jest przeznaczona tylko dla twoich
uszu - uśmiechnęła się . - Czy posłuchasz mnie, Marku?
-Oczywiście... - podszedł i pocałował ją - posłucham. Wiem, że jest
jeszcze wiele rzeczy, które musimy wyjawić, które musimy sobie powiedzieć..
postanowić .. zdecydować... I ja.. i na mnie przyjdzie czas.- usiadł wprost
na deskach sceny, obok schodków, które znajdowały się po obu jej stronach..
Oparł się o ścianę, czekał. Po chwili padły pierwsze słowa Katji. Wiedział
już, że mówi słowami Enony w rozmowie z Fedrą..
Trzeba o niespełnialnej miłości zdusić w sobie myśl, pani
Przypomnij sobie swą utraconą cnotę
Król, którego uznałyśmy za zaginionego, pojawi się tu przed tobą.
Tezeusz przybył, Tezeusz jest już w tych progach... - po tych pierwszych
słowach uczyniła pauzę. Krótkie oczekiwanie. Mark zrozumiał, lecz nie..
nie chciał kontynuować kwestią Fedry.. Ciągnęła dalej Katja -
Mój mąż żyje, Enono, dosyć
Uczyniłam niegodne wyznanie miłości , które go obraża
On żyje: nic nie chcę więcej wiedzieć.....
Pauza.. Katja, jakby zmęczona monologiem nabrała głęboko oddechu..
i ciągnęła kwestię Fedry.
Przepowiedziałam ci to, lecz nie chciałaś ..
Twoje płacze wzięły górę nad moimi sprawiedliwymi wyrzutami sumienia,
Umierałam tego ranka, godna opłakiwania
Poszłam za twoją radą, utraciłam chwałę...
Jakie wyznanie? Jakie wyznanie? Katju - natarczywie krążyła w głowie
Marka myśl, lecz nie potrafiła związać się w słowa, nie potrafiła się wraz
z nimi wydostać na zewnątrz. Utkwił więc tylko pytający wzrok w twarzy
Katji. Ona milczała.. Nie mówiła nic, lecz mówiły jej oczy. - Czyż nie
powiedziałam już dosyć?
- Dosyć? - zastanawiał się Mark - Fedra czyni wyznanie Hipolitowi,
wyznanie miłości.. To już było. To było. Katju.. I cóż dalej, czy
chcesz mi powiedzieć, że jesteś i Enoną i Fedrą? Że ty odkryłaś rzekomą
prawdę Tezeuszowi? Rzekomą? Nie, prawda jest prawdą. Ale ja Mark, ja Hipolit
w istocie jestem synem Pawła, w istocie miałem cielesny kontakt z kobietą
której nie nazwę nigdy Fedrą.. Czyżby Katja wyznała opowiedziała wszystko
Pawłowi?
-Katju, powiedz, że to nieprawda.. Paweł nie może ..
- On już wie, Marku - przerwała mu Katja.