Intermedium prozaiczno-tragiczne trzecie
Fedra zakochana
Mark z niepokojem spoglądał ku drzwiom wejściowym. Miał
nadzieję, że Katja nie pojawi się tego wieczoru na warsztatach. Obawiał
się spotkania z niš. Od kilku już dni udawało mu się jej unikać... Było
dziesięć po siódmej. Zaczęła się już pierwsza improwizacja. Jedna z dziewcząt
zaczęła wygłaszać monolog Fedry, w którym wyznaje ona miłość Hipolitowi..
- nie.. - Mark westchnšł ze zniecierpliwieniem.. - Trudno, wszystko
będzie mu się już kojarzyć z wyznaniem Katji sprzed kilku dni. ..
Kwestia Fedry, miała być poczštkowo wygłoszona samotnie... Młoda dziewczyna
nie oczekiwała odpowiedzi ze strony jakiego bšdź Hipolita. A jednak, gdy
skończyła odezwał się głos męski..., głos Jana, przyjaciela Marka, którego
osobowościš ten był zafascynowany. ... Ten silny głos nieoczekiwanie delikatnie
wygłosił wyrzut ku Fedrze..
-Bogowie, co słyszę! Pani, czy zapominasz
że Tezeusz jest moim ojcem, że jest twoim mężem?
Głos młodej Fedry zdaje się pozornie odwoływać wyznanie.. - A na jakiej
podstawie sšdzisz, że tracę pamięć, Ksišże? Czy straciłabym wszelki wzglšd
na moja reputację?
-Wybacz, Pani.. - Jan zawiesił głos.. zawahał się, zastanawiał nad
kontynuacjš improwizacji..
-Ah, okrutny, zrozumiałeś mnie nadto dobrze.. - To był moment,
gdy słyszalny stał się czyjś głos kobiecy... To był głos Katji. - Kiedy
weszła?? - Mark nie zauważył jej, skupiony cała swš uwagš na improwizacji
Jana. Katja.. Nie mógł teraz oderwać wzroku od jej ust, ruchu jej warg,
jej twarzy, tak wyraźnie odbijającej wszelkie uczucie, natężenie i ból
i rozpacz Fedry były doskonale czytelne na jej twarzy. Wcielała się w nią,
w tę księżniczkę sprzed tysiącleci, a tak realną.. Nie zwróciła w stronę
Marka wzroku, a jednak wiedział, że mówiła tylko do niego. Aż nadto wyraziste,
i silne były jej słowa.. Powtórne wyznanie, tym razem nieodwołalne.. Zrozumiał.
I już tylko słuchał..
-Powiedziałam ci zbyt wiele, byś wciąż mógł trwać w błędzie.
A więc poznaj Fedrę w całym jej szaleństwie.
Kocham. Nie myśl, że w chwili, gdy cię kocham
Niewinna w swoich oczach, akceptuję siebie sama.
Ani, że szalonej miłości, która mąci mi umysł
Moja tchórzliwa przyjemność wykarmiłaby truciznę.
Nieszczęśliwy obiekt zemsty niebieskiej,
Moja odraza dla siebie samej jest większa niż twoja dla mnie nienawiść.
Bogowie, którzy są mi świadkami, ci bogowie, którzy w moim ciele,
Zapalili ogień fatalny we wszystkiej mojej krwi,
Ci bogowie, którzy chwałę okrutną znaleźli
W uwiedzeniu serca słabej śmiertelniczki...
Urwał się monolog.. nagle, jakby Katja nie chciała dopowiedzieć już
słów, które zbyt tysiącletnie i zbyt archaiczne jej się zdały.. Ale padły
te o przeznaczeniu.. - O jakim przeznaczeniu? Boże! - Mark stał nieco oszołomiony
tą improwizacją.. Rozległy się oklaski z widowni, ze schodków, spod ścian
theatrum.. Uczestniczący w warsztatach zajmowali dość przypadkowe miejsca,
każdy oddalał się lub zbliżał ku scenie wybierając zgodnie ze swa intencją
sposób uczestnictwa.. aktywny, półaktywny, bierny... Teraz jednak klaskali
wszyscy. Równo, długo, głośno.. Wiedział, że się jej należš, improwizacja
Katji była rzeczywiście niepowtarzalna.. Mark poczuł na sobie jej wzrok,
który przywołał go do realności, wytršcił ze stanu oszołomienia.. Powoli
zaczął klaskać i on...
|