Intermedium prozaiczno-tragiczne drugie
Przyjazd do Trezeny
Październik ją po prostu przygnębiał. Dni mijały tak wolno.
Katja liczyła już jedynie czas od środy do środy. Spotkania w Akademii
Teatralnej były dla niej najmilszą rozrywką. Zajęta pracą ze studentami
na uniwersytecie, przygotowywaniem prywatnych lekcji muzyki, pisaniem,
żmudnym pisaniem i analizą dokumentów, papierków, notatek i nut dla potrzeb
jej pracy doktorskiej, znajdowała jednak czas na spotkania teatralne. Wciągały
ją ogromnie, jak seanse terapeutyczne, jak narkotyk.... Nie chodziło już
nikomu o odkrywanie talentów, to było odkrywanie własnej osobowości i odporności
psychicznej. "Fedra" na warsztacie, to był rodzaj psychozy oswojonej, analiza
dozwolonych granic szaleństwa i zbrodni...
Na jednym z warsztatów Mark przedstawił zebranym dialog Hipolita
i Teramenesa ... Poruszający.. A jednak Katji jedynej zapewne na sali te
słowa dawały odpowiedź na pytanie o powód, dla którego Mark opuszczał dom
ojca.. Jak wyraźnie widziała obawę, nienawiść może, tak, może to była skryta,
tam ujawniona, w teatrze.., nienawiść do kobiety.. do niej samej... Dlaczego?
Mój Boże, dlaczego? Czym zasłużyła sobie na to? - nie mogła znaleźć odpowiedzi.
Jednocześnie, za każdym razem, po zakończeniu warsztatów, zakończeniu próby,
gdy powracali wszyscy do domu - Katja razem z Markiem, znów porzucała swoje
przypuszczenia.. Przecież on był dla niej tak miły. Jakże można lubić kogo
i jednocześnie gardzić nim? Jakże kochać i zarazem nienawidzić? A jednak...
I czyżby zachodziła tu jakaś odmiana osobowości? Czyżby Mark zakładał maskę
i zdejmował ją po kilku godzinach? Brzmiały przecież słowa Teramenesa który
trafnie zgadywał uczucia Hipolita...
Rozumiem: Twoich trosk znam przyczynę.
Fedry obecność cię tu zasmuca i rani twoje oczy.
Niebezpieczna macocha, ledwie cię zobaczyła,
Już twoje wygnanie dowiodło jak wielki na Tezeusza ma wpływ
Lecz jej nienawiść, kiedyś ku tobie skierowana,
Ulotniła się albo też zelżała.
Ponadto, jakie zagrożenie może dla ciebie stanowić
Kobieta umierająca, czy ta, która stara się umrzeć?
Fedra, dotknięta bólem, którego uparcie nie chce zdradzić,
Zmęczona wreszcie sobą samą i dniem, który ją oświeca,
Czy mogłaby przeciw tobie cokolwiek zamyślać?
Słyszała jeszcze głos dźwięczny Marka dochodzący ku niej ze środka
sceny... Czy trafnie oceniała jego intencje? Czy trafnie? Ha, przypomniała
sobie - przecież Teramenes właśnie, najbliższy sługa i przyjaciel pomylił
się.. Hipolit uciekał nie przed Fedrą, której nie kochał, lecz przed Arycją,
... którą kochał... Czy ona... Katja.. czy ona grała tu rolę Fedry? Kto
wcielał się w rolę Arycji? Kogo kochał Mark.. ? Miała ochotę zadać mu to
pytanie, które zadał Teramenes.. W tamtą środę, niezamierzenie i nieoczekiwanie
- wszak Mark miał jedynie krótki wygłosić monolog.. - podniósł się z sali
zebranych aktorów-improwizatorów głos, to był głos mężczyzny, na którego
Katja już wcześniej zwróciła uwagę..
-Czyżbyś kochał, panie? - Mark zwrócił się ku niemu, nie zaskoczony
jakby najzupełniej. Wszyscy domyślali się, że "Fedrę" Racine'a znał na
pamięć.. jak Katja .. i odpowiedział monologiem improwizowanym Hipolita,
który bardziej zdawał się być wolnym tłumaczeniem z francuskiego... nikt
nie przyswajał tu istniejących polskich tłumaczeń Fedry..
-Przyjacielu, co śmiesz twierdzić?
Ty, który znasz moje serce od kiedy pierwszy wziąłem oddech,
Uczucia serca tak dumnego, tak pogardliwego,
Czy możesz żądać ode mnie wyznania tak wstydliwego?
Mało tego, że matka Amazonka sprawiła
Że z mlekiem jej ssałem tę dumę, która wciąż jeszcze mnie zadziwia,
Gdy wszedłem w wiek dojrzały,
Spodobałem się sobie gdy sam się poznałem...
Mark urwał nagle, jakby tknięty jakąś myślą, jakby nie był w stanie
opowiadać dalej historii Hipolita zakochanego w Arycji.. jakby te uczucia
miłości, czułości dla kobiety tak były mu obce, może aż nienawistne....
Prawdą być musiało i współgrała z naturą jego ta niechęć do uczucia...
uczuć.. nieprawdą była miłość ? Wykorzystał tę chwilę zawieszenia i ciszy
mężczyzna - wcielenie Teramenesa,
-Ostatecznie, czemu miałbyś się panie obawiać czystej niewinnej miłości?
- i urwał.. on również nie pragnął kontynuować kwestii Teramenesa.. On
również w to jedno wypowiedzenie włożył cały sens, całą wartość i wzruszenie.
Mark powoli podniósł wzrok do tej pory spuszczony ku deskom sceny... nad
czym dumał, co chronił w sobie, co może próbował wydobyć..
-Teramenesie, odjeżdżam...Jadę szukać ojca..
Jednak jego słowa były, podobnie jak te Hipolitowe, jedynie ucieczką.
Unikał odpowiedzi, unikał wyznania. Tajemnica pozostawała tajemnicą zaklętą
w nim samym. A Katja pewna była, że jakaś tajemnica tkwi właśnie w nim
samym, w Marku jakiego znała, w tym mężczyźnie, do którego coraz większą
miała słabość.
|