Epizod IX
Odkrycie
Dom ogarnęła cisza. Mark znów nie pojawiał się przez kilka dni pod
rząd. Przyzwyczajała się powoli do jego nieobecności. Nie miał zapewne
odwagi spojrzeć jej w oczy... Odwagi? Nie, to nie to. Mark mimo wszystko
nie był tchórzem. Ale wciąż dusił w sobie jakiś problem, wciąż nie mógł
się zdecydować na wyrzucenie go z siebie... Nie chciał zapewne i prowokować
sytuacji spotkania i rozmowy z Katją. Nie pojawiał się w domu wówczas,
gdy ona tam wracała, bywał niewątpliwie w godzinach porannych, może nocnych..?
- Katja miała twardy sen. Nie słyszała, a jedynie zauważała znaki jego
bytności. Lubiła wchodzić do jego pokoju, siadać w fotelu, nie robić nic,
wpatrywać się w okno, rozmyślać... Albo też podchodziła do jego szafy,
zawsze otwartej na oścież, ze stosem ubrań pozawieszanych na jej drzwiach,
na wieszakach i bez nich.. podchodziła i dotykała materiału, wąchała ostrożnie,
próbowała wyczuć zapach jego perfum, wody kolońskiej.. Była ostrożna, nie
chciała by jakiekolwiek powstały ślady po niej, jej milczącym rozmyślaniu,
po jej dotyku i oddechu..
Uzależniała się od tych krótkich codziennych chwil w tym zaciemnionym
ciemnymi długimi zasłonami, dużym, przestronnym pokoju. Zajęć miała coraz
więcej w instytucie. Zbliżała się sesja zimowa studentów. Katja wracała
do domu późnymi wieczorami. Po zajęciach, konsultacjach, kilku godzinach
w bibliotece nad nutami.. i notatkami. Coraz później pojawiała się w pokoju
Marka. Skradała się jak kot, koty ponadto wślizgiwały się w ślad za nią
- jakby nie chciała spłoszyć.. kogo? czego?
Tego dnia wróciła bardzo późno, minęła dziesiąta, gdy otworzyła drzwi
domu. Ciemny korytarz.. Nie chciało jej się rozbierać, weszła w płaszczu
do kuchni. Usiadła zmęczona przy stole, nie miała siły na nic, nie miała
apetytu. Skubnęła kawałek kromki ukrojonej tego ranka. Skrzywiła się. Zdjęła
płaszcz i wyszła. Miała jedynie ochotę wejść do pokoju Marka i usiąść w
fotelu i zamknąć oczy i odpocząć. Wchodząc po schodach usłyszała jednak
hałas, cichy hałas, rozmowę cichą, męskie głosy - jeden z nich na pewno
należał do Marka, drugi też zdawał się jej być znany, i cisza.. Zatrzymała
się przed drzwiami pokoju, zawahała.. nikt przecież nie wie o jej
cichym przyzwyczajeniu- żachnęła się.. Zapukała cicho, nieśmiało.. Nic.
Nie usłyszeli. Weszła. Cofnęła się jednak zaraz. Nie wiedziała gdzie podziać
myśli, jak zareagować na to, co zobaczyła. Dostrzegł ją najwyraźniej Mark,
na którego twarzy zwróconej do drzwi Katja zdążyła jeszcze dostrzec wyraz
zaskoczenia..
-Katju - wybiegł za nią - Katju, Katju.. nie wiem, co powiedzieć,
Katju. Naprawdę nie chciałem, byś się o tym dowiedziała... Byłem pewien,
że tak zareagujesz..
-Mark, prawda, jaka by nie była, zawsze jest lepsza od kłamstwa, i
od milczenia.. Czy.. czy ty.. jak długo jesteście ze sobą?
-Wiesz, że znamy się z Janem od niedawna.. Pamiętasz dzień, w którym
opowiadałem ci o spotkaniu i rozmowie z Janem?
-Hmm, byłeś wtedy bardzo podniecony..
-Być może, to było wkrótce po naszej pierwszej nocy.. Katju.. zrozum,
że ja ..
-Mark, Jan czeka na ciebie.. Wyjaśnisz mi później, jeśli zechcesz,
zresztą wiem już wszystko, nic nie mów.. - skierowała się w stronę schodów.
usłyszała już tylko za sobą swoje imię. Zawołał ją krótko, zaraz jednak
urwał.. Stał bezradnie przed drzwiami swojego pokoju. Katja usłyszała za
chwilę cichą rozmowę. Jan najwyraźniej chciał opuścić mieszkanie. Mark
prosił go o pozostanie, chyba przepraszał, w pewnym momencie zabrzmiało
to jak kłótnia.. Nie , nie kłótnia chyba, potem urwały się głosy. Katja
słyszała już tylko z kuchni odgłos kroków, najpewniej Jana, i trzask zamykanych
drzwi zewnętrznych. Po kilku minutach do kuchni wszedł Mark. Miał minę
skrzywdzonego dziecka, rozpiętą szeroko koszulę, którą próbował właśnie
zapiąć, przywrócić do porządku, rozwichrzone włosy.. Stanął o jakie
dwa kroki od niej, która stała przy oknie. Dzielił ich stół, krzesła...
Powoli ominął stół, podszedł do niej, spojrzenie z bliska inne już było.
Zmiękły oczy Katji, żalem napełnił się wzrok Marka. - Katju - dotknął jej
twarzy.. Jest mi przykro, że sprawiłem ci zawód.. Ja cię bardzo... lubię,
jesteś wspaniałą kobietą, ale ... nie chcę cię oszukiwać. Nie jest mi łatwo,
pomyśl.. Motam się i błądzę już od dawna, czuję, że mężczyźni mnie pociągają
.. ale ty, ty również.. Po prostu nie chcę grać podwójnej gry wobec ciebie,
Jana.. Nie chcę cię skrzywdzić.. Nie wiem, czy jestem w stanie kiedykolwiek
cię pokochać. Może nie potrafię nikogo pokochać.. Ale wiem, że cię pragnę..
-Kochasz tylko siebie, twoja rozdwojona osobowość jest zbyt egoistyczna,
byś mógł kogoś pokochać.. mnie pokochać..
-Okrutna jesteś.
-Po prostu mówię to co myślę o tobie, ale to co czuję to inna rzecz..
Chodź.. - wzięła go za rękę. Spojrzał na nią jeszcze niezdecydowanie..
- Chodź powtórzyła. Chcę tego, i ty też więc.. Chodź, nie do twojego, do
mojego pokoju. Dobrze? - Skinął głową. Weszli oboje na piętro..
|