powrót
 
 

Epizod VIII
Wyznanie
 
 Minął już ponad tydzień od wyjazdu Pawła. Katja żegnała go na lotnisku. Mark się nie pojawił. Do ostatniej chwili wierzyła, że przyjedzie, że spóźniony, że korki, ze coś mu wypadło... Usłyszała od Pawła tuż przed jego odejściem ku odprawie celnej ciche słowa, które miały być usprawiedliwieniem Marka, sądziła, że są to słowa wymyślone specjalnie dla niej... prawda musiała być inna.. - Pożegnaliśmy się wcześniej.. uprzedził mnie, że prawdopodobnie nie zdąży przed odlotem samolotu.. - zapewniał ją Paweł, a jednak jego głos, złamany i zawiedziony mówił co innego, tak właśnie to odczytywała, choć jednocześnie czuła, jak bardzo Paweł ten ton swojej wypowiedzi chciał ukryć.. Chciał ukryć przed nią rozczarowanie nieobecnością syna. 
Minął tydzień... Mark pojawiał się coraz rzadziej w domu ojca.. Nie, nie wyprowadził się, nocował prawdopodobnie gdzieś u znajomych.. Katja znów miała wrażenie, że jej unika, że boi się tego sam na sam z nią, wspólnego bycia obok, wspólnych może posiłków.. choć w zabieganiu jakim było życie obojga trudno było spotkać się nawet w trakcie posiłków. Ot, poranna kawa i tyle.. Lecz właśnie tę poranną kawę Katja coraz częściej wypijała sama. Któregoś dnia po południu usłyszała jednak trzaśnięcie drzwi i jego kroki - to musiał być Mark, tylko on miał klucze - przypuszczała, oddalając nierozsądne obawy. Wszedł na górę, zajrzał do jej sypialni. Czytała książkę. Podniosła ku niemu głowę, przywitała uśmiechem. 
-Witaj - przestraszyłeś mnie trochę , skradasz się jak kot - zauważyła.
-Doprawdy? Przestraszyłem cię? Wybacz.. Będę dzwonił do drzwi, tak wolisz? 
- Nie, musiałabym przewędrować cały dom, by ci otworzyć i .. bałabym się nie mniej - roześmiała się.. 
- Marudzisz moja droga - był najwyraźniej w świetnym humorze, oczy mu się śmiały, był w świetnej formie.. 
-Czy zostajesz na dłużej? Zjesz ze mną kolację? 
-Hmm, kolację.. jeśli dobra.. Z przyjemnością. -  jaki cudowny miał uśmiech, za nim właśnie tęskniła, za tym uśmiechem, za tymi ustami, wykrojem warg.. Za tą regularnością, surowością rysów i harmonią, które tak uwielbiała. Mark.. jakże go jej brakowało. Miała ochotę wprost mu to powiedzieć, coś jednak ją powstrzymywało, coś wewnątrz niej szeptało, by tego nie robić.. jakiś instynkt obronny, intuicja kobiety... podpowiadał jej, że nie znajdzie to wyznanie zrozumienia. Wiedziała, że Mark nie zwracał na nią uwagi. Był szalenie miły.. potrafił czarować, być uroczy, zabawny, miała wrażenie, że ją uwodzi ..a jednak za każdym razem orientowała się, że to nieprawda... że nic w jego słowach nie było takiego, co sugerować mogłoby jego dla niej słabość... A więc nie, nic nie powiedziała. Uśmiechnęła się tylko na jego oświadczenie. Zszedł na dół. Ona wkrótce podążyła za nim. Przebrała się tylko, narzuciła jakiś sweter na króciutki t-shirt na ramiączka. Wsunęła lekkie klapki na stopy. 
 Mark zaczął już coś niecoś przygotowywać. Skierował do niej pytanie, które ją mile zdziwiło.. a jednak obaj lubią gotować.. nawet jeśli obaj jak jeden temu twardo przeczą. 
-Na co masz ochotę? Nie jestem takim specjalistą jak mój ojciec ale mój omlet z warzywami jest podobno niezły.. - rzucił ku niej zalotne, jak zdawało jej się, spojrzenie - Hę?
-Oczywiście spróbuję twojego doskonałego omletu - odpowiedziała bez wahania - jakże mogłabym odmówić? - dodała z entuzjazmem, nieco nadmiernym oceniła się zaraz potem w duchu.. 
-świetnie.. - odwrócił się ku szafkom, zaczął wyjmować patelnię, kroić warzywa.. Zaofiarowała pomoc. Przyjął. Rozgadał się. Zaczął jej opowiadać o tym, gdzie obecnie pomieszkiwał. Zaczął zwierzać z zawartej niedawno znajomości. Najwyraźniej to był właśnie ów powód jego świetnego humoru.. Kto był tą tajemniczą osobą, która zyskała tyle łask u Marka? Nie kazał jej długo czekać, sam dawał odpowiedzi na pytania, które stawiała sobie w duchu, których nie była zdolna postawić na głos.. 
-Pamiętasz mężczyznę, człowieka w średnim wieku, z warsztatów teatralnych? - a propos, dawno cię u nas nie było, może przyjdziesz w tę środę, to pojutrze, stęskniłem się za twoimi improwizacjami, Katju, - znów to spojrzenie, przed którym topniała cała, które ją oczarowywało, a które dla niego zapewne nie znaczyło wiele... - A więc pamiętasz tego człowieka? Rozmawialiśmy raz czy dwa po warsztatach, zaprosił mnie ostatnio do siebie,  przyznam że zahaczyliśmy po drodze o jakiś bar, No wiesz, męskie skłonności - uśmiech Arlekina, jak zwykle, mogła się tylko swobodnie roześmiać, nie była pewna , czy ten śmiech rzeczywiście był swobodny.. Mark nic jednak nie zauważył.. 
-Rozmawialiśmy długo, to wspaniały człowiek.. Poznam cię z nim.. warto.. 
-To u niego czasem zdarza ci się nocować? - oj, nie chciała zadać tego pytania, nie chciała! Mark spojrzał na nią dziwnie.. Zdziwienie zamieniło się w podejrzliwość? Wiedziała, że miał na końcu języka pytanie - O co ci chodzi.. albo - Nie wtrącaj się do mojego życia.. - Czuła to.. Mark jednak spokojnie opowiadał jej dalej o nowym przyjacielu, jego zainteresowaniach, pasjach, o jego życiu..  cóż ją to obchodziło..? Cóż.. jego to obchodziło?? Tego nie mogła zrozumieć.. Nie chciała dopuścić do siebie maleńkiego przypuszczenia, które powoli zaczynało się wykluwać w jej głowie. 
-Marku, to chyba starczy tych warzyw.. 
-Tak, masz rację. Teraz jajka, ubić je, dodać mleka.. - patrzyła na niego intensywnie, przywołała w końcu jego wzrok.. - co się stało Katju, masz taki dziwny wyraz twarzy.. Czy.. czy coś mi chcesz powiedzieć? 
-Zapytać.. 
-Pytaj.
-Pamiętasz nasz ..niefortunny wspólny wieczór.. 
-Hmm.. tak.
-Dlaczego wtedy odszedłeś?
-Nie potrafię ci tego Katju wytłumaczyć, po prostu nie potrafię, może kiedyś..  Milczała. Czuła, że ją zbywał. 
-Byłem nieprzygotowany. Czułem, że mogę uczynić ci krzywdę, eh, zapomnijmy o tym, Katju.. 
-Mark, czy zdajesz sobie sprawę, że ja mam do ciebie... jakby słabość, że..  - nie wiedziała, czy brnąć dalej w wyznania.. jednak chciała to powiedzieć, wyrzucić z siebie.. - że ja jestem w tobie chyba zakochana.. - odwrócił się nagle do niej, porzucił omlet, który od kilku chwil usiłował bezskutecznie wyjąć bez uszczerbku z patelni.. 
-Czy to prawda co mówisz? Katju! - podeszła do niego, przytomnie sięgnęła ręką poza jego plecami, przekręciła gaz, zgasł płomień. - Jaka ulga, powiedziałam to, powiedziałam - ta jedna myśl kołatała jej w głowie.. nie oczekiwała już nawet na żadną reakcję ze strony Marka. On jednak stał właśnie bez słowa, zaskoczony z kamienną twarzą bez wyrazu. 
-Czego ode mnie oczekujesz? - zdołał w końcu wydusić z siebie..
-Niczego, Marku.. - uśmiechnęła się lekko, wiedziała, że egoistycznie pozbyła się brzemienia wyznania i obarczyła nim jego, który bezradnie nie wiedział co z nim począć. - po prostu musiałam ci to powiedzieć.. może jestem egoistką. Musiałam ci to powiedzieć. Nie, nie oczekuję niczego od ciebie Marku. Tylko tyle, byś ... zjadł ze mną kolację - roześmiała się, podeszła i pocałowała go w policzek.. Poruszał się ociężale, usiadł przy stole, pozwolił jej przygotować omlet, nałożyć, podać.. Starała się nie natknąć na jego rozżalony wzrok. On starał się jej spojrzenie uchwycić. Milczeli.. 

 intermedium3