Epizod VII
Wyjazd
Zbliżało się południe. Katja poczuła się głodna. Przerwała
porządkowanie pokoju na piętrze. -Czy było cokolwiek do zjedzenia w tym
domu? Nie znała przecież jego zwyczajów. Jak żywili się Mark i Paweł, każdy
sam sobie? Próbowali coś wspólnie upichcić? W to jednak ciężko jej było
uwierzyć... Zaszła cicho na dół. Miauknął za nią Tezeusz.. - No chodź,
chodź, tylko cicho.. Ciesz się łobuzie, że cię tu przygarnięto.. - zaśmiała
się cicho.. Obecność kotów była dla niej warunkiem niezbywalnym egzystencji..
Zwierzaki, których nie lubiła na początku, z których jeden przygarnięty
został po prostu z litości, stały się szybko najmilszymi istotami w oswojonej
przez nią przestrzeni.. Paweł wiedział doskonale, że proponując Katji lokum
w swoim obszernym domu, musiał liczyć się z zaakceptowaniem obecności kotów.
Dla kobiety to było sine qua non.
W kuchni, ku swemu zdziwieniu, zastała już Pawła, który zaglądał
do garnków, w których najwyraźniej coś się kotłowało, coś pichciło na patelni
pod przykrywką..
-Zadziwiłem cię , widzę - roześmiał się - oo, to nie jest częsty widok
w tym domu, zapewniam cię, żaden z nas ani ochoty ani czasu na gotowanie
nie ma.. Ale z okazji twojego przyjazdu, możemy przygotować coś dobrego,
czyż nie?
-Hmm, jestem pod wrażeniem, Pawle..
-Nie musisz, to doprawdy proste danie.. i szybkie w wykonaniu, to najważniejsze.
O, właśnie - dodał zaglądając jeszcze raz do garnka i nakłuwając mięso,
sprawdzając jego miękkość i przypieczenie - już za chwilę możemy siadać
do stołu.
-Pawle.. - zaczęła niepewnie, nie wiedząc czy pytać czy też lepiej
zostawić to na odpowiedniejszy moment, moment, gdy on sam zdecyduje się
na wyjawienie tajemnicy, którą trzymał w zanadrzu..
-Wiem, wiem, zapewne chcesz poznać moje plany, które enigmatycznie
zacząłem ujawniać.. Przede wszystkim, Katju, jest mi przykro, że znów ..
tak - nie patrz na mnie takim przerażonym wzrokiem ! ha ha - znów ulatnia
się twój promotor..
-Wyjeżdżasz, Pawle?- czyżby dlatego właśnie zgodził się bym zamieszkała
w jego domu.. - snuła przypuszczenie.
-Tak, do Stanów, na kilka miesięcy.. , tylko na kilka miesięcy. Dostałem
zaproszenie na kalifornijski uniwersytet, poprowadzę tam cykl wykładów
z historii muzyki.. .Będę miał również okazję dać kilka koncertów i promować
solidniej moją ostatnią płytę..
-To cudownie, cieszę się! - była szczerze uradowana, wiedziała jak
trudno było Pawłowi znaleźć sponsorów tu, w Polsce..
-Tak, to dobrze.. Ale rzeczywiście mi przykro, że będę musiał zostawić
cię bez...
-..opieki - uśmiechnęła się
-Tak, i bez konsultacji na ten czas... Zostańmy w kontakcie, Katju..
Dam ci kontakt e-mailowy, przesyłaj mi proszę swoje nowe pomysły i to,
co piszesz, do korekty..
-Pawle, Pawle.. przecież nie będziesz miał na to czasu, pomyśl.
-Znajdę ten czas , Katju, nie martw się. - spojrzał jej przenikliwie
w oczy, chciał by coś zrozumiała, coś czego nie potrafił jej powiedzieć,
ale Katja wciąż nie potrafiła czytać tego komunikatu.. Był szyfrem, odrzucała
najprostsze narzucające się wnioskowanie, nie było dla niej logiczne, było
absurdalne..
Więc tylko myślała - nie, tego na pewno nie chciał powiedzieć, to mrzonki..
- co więc chciał powiedzieć?
-Katju, chciałbym, żebyś zrozumiała, że.. - urwał nagle. Do kuchni
wszedł Mark. Nie zorientował się zupełnie, że wkroczył w trakcie rozmowy,
nie zauważył, że oboje, Katja i Paweł zamilkli speszeni, jakby ktoś przyłapał
ich na jakiejś dziecinnej psocie. Mark zagadnął o obiad, lecz odpowiedź
Katji najwyraźniej mało go obeszła. Nie dbał w istocie o obiad, zapytał
odruchowo.. Wchodząc do kuchni, czując unoszące się zapachy każdy w sposób
naturalny kieruje myśl i zmysły ku jedzeniu. Może w przypadku Marka to
były wyraźniej zmysły, myślami był gdzieś daleko.
-Pawle, kiedy wyjeżdżasz do Stanów? - Katja zdziwiła się w duchu..
Więc on już wiedział? Mieli zapewne okazję wcześniej porozmawiać..
-Kiedy... za dwa tygodnie najpewniej, może uda się wcześniej? Wizę
już mam, więc jakby najważniejsze..
-Ależ ty jesteś szczęściarz, chłopie - żachnął się nieoczekiwanie Mark
- Katja nie spodziewała się takiego tonu, takiej wypowiedzi w ustach Marka..,
zresztą tak niewiele wiedziała o stosunkach między tymi dwoma mężczyznami..
Czyżby zazdrościł ojcu powodzenia? Uznania? Przywołała w pamięci słowa
Hipoolita.. który skarżył się na cień ojca, który wciąż wlókł się za nim,
zasłaniał, ubezwłasnowolniał.. Eh, Fedra, zapomnij dziewczyno! to staje
się twoją obsesją! ... a jednak zaraz padły słowa wyrzutu, słowa Marka,
które były lustrzanym odbiciem wypowiedzi Hipolita..
-Pomyśl, ty osiągasz to, o czym ja mogę sobie tylko pomarzyć!, sukces,
kariera, uznanie, nigdy nie da mi tego mój przeklęty zawód komedianta..
-Czy mnie o to winisz , Marku? Dodaj sobie dwadzieścia lat i wyobraź
sobie siebie... pomyśl, że trzeba włożyć trochę wysiłku, by za te dwadzieścia
lat znaleźć się w takiej jak moja sytuacji... , dlaczego porzuciłeś studia
muzyczne? Poszedłeś na Akademię, świetnie, nie wiń mnie teraz o ten wybór!
Czy nie daje ci satysfakcji to co robisz?
-Theatrum, teatr, sublimacja naszych wykoślawień osobowości, ujście
dla dewiacji..
-Problem nie tkwi w tym co robisz, Marku .. Marku! Spójrz na mnie,
problem tkwi w tobie i twojej chorej, rozdwojonej osobowości..
-Ojcze! - Mark spojrzał tylko na Katję i wyszedł z kuchni..
-Nie powinienem był tego mówić, przepraszam cię, Katju, nie powinnaś
być świadkiem tej rozmowy.. Naprawdę mi przykro.. wiesz, czasami
myślę, że byłem nieuczciwy proponując ci zamieszkanie tu.. Tak, oczywiście,
zdecydowałem się na to między innymi dlatego, że wyjeżdżam do Ameryki...
i Mark się wyprowadza niedługo.. całe mieszkanie puste.. całe do twojej
dyspozycji.., ale... póki co, myślałem również, że twoja obecność uleczy
układ jaki od pewnego czasu chory się uczynił i nienaturalny między nami..
między mną i Markiem.. Czy rozumiesz mnie Katju? - spojrzał prosząco..
wiedziała że liczył na zrozumienie, a jednak nie potrafiła zrozumienia
okazać. Zaszokowały ją i uraziły ujawnione intencje Pawła... tak
bardzo nie chciała stracić dla niego szacunku.. Poczuła się dziwnie, poczuła
się wykorzystana.. Jednak stracił on coś w jej oczach.. Był tak samo małostkowy,
tak samo egoistyczny.. jak.. jak inni mężczyźni, których znała.. A może,
może był tak egoistyczny jak ona sama... I tylko dlatego mogła mu wybaczyć,
i tylko dlatego milczała z opuszczoną głową i unikała jego wzroku..
-Katju.. Ale, to też nie jest pełna prawda.. - urwał, wziął głęboki
oddech, wiedziała, że zamierzał jej powiedzieć coś ważnego, coś co leżało
mu na sercu od dawna.. Spojrzał na zegar - Już czas na mnie, muszę gnać
do Instytutu, ty też wychodzisz teraz? - znów uniknął wypowiedzenia tego..
tego słowa tabu, które nie mogło się biedne począć.. - Innym razem - pomyślała
Katja.. sama już nie wiedziała czy chce usłyszeć to, co on najwyraźniej
chciał jej powiedzieć. Zaczynała się tego słowa obawiać..
-Tak, wyjdę razem z tobą. Mam zajęcia za godzinę, zajrzeć jeszcze do
biblioteki..
-Chodźmy.
|