Epizod VI
Przeprowadzka
Dom był duży.. Duży, tak, że czuła się w nim nieswojo. Miała
wrażenie nadmiaru przestrzeni. Nie wiedziała, jak ogarnąć tę przestrzeń,
jak ją oswoić..
Przyniosła kilka swoich mebelków z dawnej kawalerki. Ustawiła
je chaotycznie, powtykała pomiędzy stojące już graciki, tu biurko, fotel,
tam kanapo-wersalka, półeczka, koci koszyk wiklinowy.. Nie pasowały do
całości, jak puzzle rozrzucone to tu, to tam, puzzle z innej zupełnie układanki.
Ogarnęła całość pomieszczenie, skrzywiła się z niesmakiem... lecz
co mogła zrobić... Nie wyrzuci przecież tych drobiazgów, które posiadała,
a które lekkie, poręczne, kobiece całkowicie różne były w stylu od ciężkich
mebli dębowych, w ciemnym brązie skomponowanych z ciemnymi wiśniowymi zasłonami,
ozdobnym we wzory dywanem i tapetami.. Nieświadomie przecząco poruszała
głową. Poczuła w pewnym momencie na sobie czyjeś spojrzenie uporczywe.
Odwróciła głowę. Mark. Stał w progu. Nie usłyszała, kiedy wszedł, nie zwróciła
uwagi na skrzyp drewnianych schodów.
-Myślę, że będzie ci wygodnie...
-Tak, z pewnością. Tyle tu miejsca...
-Będzie więcej, w momencie, gdy się wyprowadzę - uśmiechnął się znacząco.
-Skąd ta nagła decyzja, Marku? Wiesz... czasami mam wrażenie, że mnie
po prostu... po prostu unikasz.. - zawahała się, zamilkła. Spojrzała na
jego zdziwioną minę, zdziwioną szczerze czy nie? Nie potrafiła ocenić.
-Dlaczego tak uważasz, Katju? - Katju..? zdziwiła się w duchu brzmieniu
własnego imienia w jego ustach... Kiedy to było, kiedy przeszli na "ty",
dawno już... jedynie nie pamiętała tego momentu. A teraz to jakieś takie
nadmiernie intymne "Katju" ogromnie ją zdziwiło.. Wydało jej się nienaturalne..
- Nie.. - zawiesił głos - Nie, wyprowadzam się, bo.. potrzebuję trochę
samotności, niezależności. To może głupio brzmi, okres szczenięcy dorastania
i dojrzewania mam już za sobą, ale.. potrzebuję samotności..
-Doprawdy będziesz mieszkał sam? - jej pytanie zabrzmiało wbrew niej
samej ironicznie.
-Tak, przynajmniej takie mam plany.. Wiesz, chciałbym zrobić wreszcie
habilitację..
-Ach, tak... Rozumiem.. Cieszę się, że nie potwierdzasz moich obaw...
A kiedy.. kiedy zamierzasz się wyprowadzić?
-Hmm, wciąż szukam odpowiedniego lokalu. Mam swoje przyzwyczajenia,
duże wymagania.. To może potrwać.. A więc pomieszkamy jeszcze czas jakiś
razem - uśmiechnął się. Szczerze, jak sądziła.. tylko jakoś tak smutnie
czy melancholicznie. Nie była pewna, czy to co jej mówił było rzeczywiście
tym, o czym myślał.
Jednak uciekasz ode mnie, jestem pewna, że obawiasz się mnie,
mojej obecności... Dlaczego? - myślała, i... nie mogła zrozumieć, lubiła
zastanawiać się na zachowaniem i psychologią mężczyzn, zazwyczaj potrafiła
zrozumieć ich intencje i motywy postępowania, teraz jednak była bezradna..
Coś kryło się za tymi gładkimi zdaniami, coś, czego Mark nie chciał wyjawić..
może coś, czego sam nie mógł zrozumieć i rozwiązać... Hipolit, zupełnie
bez sensu skojarzył się jej Hipolit i jego słowa, w których opisuje swój
stosunek do Fedry.. Z jakim obrzydzeniem zareagował na miłosne wyznanie
Fedry, jaki niepokój wzbudził jej przyjazd do Trezeny.... zapomnij,
to tylko grecka, wyimaginowana historia..
-Zamyśliłaś się, Katju... Mogę cię nazywać Katją? Przepraszam, ale
mam wrażenie, że nie lubisz, gdy naszego "ty".. wolisz "pani"? Katju, Katju...
- jak ładnie to tym razem zabrzmiało, jak tylko on potrafił, delikatnie
.. Gniewasz się? -znów ten rozbrajający uśmiech Arlekina..
-Oczywiście, że nie, Marku - uśmiechnęła się w odpowiedzi. - Zamyśliłam
się? tak.. cóż, szczerze mówiąc, jeśli mogę ci się zwierzyć.. Zastanawiają
mnie powody Pawła dla których zgodził się na moją tu przeprowadzkę.. -
wypaliła zupełnie go zaskakując. Spojrzała mu w twarz, dostrzegła zakłopotanie
i jakby.. niesmak. wyczuła doskonale, że nie należy kontynuować myśli..
O co tu chodzi? - zastanawiała się - niezdrowy jest dziwnie ten układ,
który tworzą oni dwaj.. i jeszcze ja pomiędzy nimi.. Oh - westchnęła już
tylko.. Dlaczego jednak Paweł się zgodził na mój pobyt tu? Czyżby... Nie,
to niemożliwe...
-Katju.. - a jednak zdecydował się na odpowiedź, przez chwilę oboje
trwali w zamyśleniu.. Jego słowa przywołały ją do rzeczywistości - Ja nie
znam dokładnie powodu, domyślam się jedynie.. Może jednak lepiej będzie,
jeśli Paweł sam ci to przekaże.. - patrzyła na niego uważnie gdy mówił,
śledziła ruch jego warg.. W pewnym momencie dostrzegł na jej twarzy zaskoczenie.
Odwrócił się w stronę drzwi.. Stał przed nimi Paweł.
- Nie podsłuchiwałem zupełnie! - zastrzegał się zabawnie, zaraz jednak
roześmiał się ze swobodą.. Więc podejrzewacie, że istnieje jakaś tajemnicza
przyczyna, dla której zaprosiłem Katję do naszego domu na te.. eh.. kilka
miesięcy..? Hmm, macie być może rację..
|