Epizod IV
Rendez-vous
Nie pamiętała już zupełnie jak zakończyła się wówczas tamta rozmowa
w mieszkaniu Pawła, tamtej niedzieli.. Minął już ponad miesiąc. Katja pojawiała
się co jakiś czas u promotora, wpadała na kilka chwil na dyżur do Instytutu...
spotykali się czasami w przerwach pomiędzy zajęciami, w wąskim korytarzu,
on palił, ona piła którąś z kolei kawę.. Miała obecnie kilka godzin zajęć
w Instytucie z młodszymi studentami.. Ten haracz zawsze należało odrobić
- jak mawiał jej niezmiennie Paweł.. - A ona nieodmiennie powtarzała mu,
że lubi uczyć. - Powróciła również do lekcji w ognisku muzycznym
w okolicach Warszawy, uczyła prywatnie gry na fortepianie.. Lubiła to.
Marka jednak nie spotkała już ani razu, "przypadkowo" w mieszkaniu Pawła.
Zaczęła podejrzewać, że jej unika... Cóż ją to zresztą obchodziło, nie
zastanawiała się nad tym za długo. Pamiętała, tak, to pamiętała... Tamtego
niedzielnego popołudnia Mark rzeczywiście przyrządził cudownie dobrą kawę,
nie chciał jej jednak wypić z nimi, zaraz opuścił mieszkanie.. Pusto się
zrobiło bez jego obecności, nie mogła się skupić na słowach, które kierował
do niej Paweł. Jakieś pół godziny później podniosła się z zamiarem powrotu
do domu. Dostrzegła w spojrzeniu Pawła coś na kształt rozczarowania.. Nie
wiedziała dlaczego, wiedziała jednak, że musi czym prędzej wyjść, opuścić
to mieszkanie, które z nagła zaczęło ją przygnębiać, dusić i budzić klaustrofobiczne
odczucia.. Spojrzała Pawłowi w oczy, starała się być grzeczna. On wyczuł,
że coś jest nie tak.. Może zwalił to na karb kobiecych niespodziewanych
dolegliwości depresji i chandr bez przyczyny.. Odprowadził do drzwi. Chciał
odwieźć do domu. Nie zgodziła się. Pozwolił jej odejść..
Katja całkowicie zapomniała również o zaproszeniu na warsztaty
teatralne... Zapomniała, a może chciała zapomnieć. Nie pojawiła się ani
razu w Akademii Teatralnej. Pewnego jednak wieczoru, wróciła późno do domu..
po zajęciach na uniwersytecie została jeszcze długo w bibliotece, ślęczała
nad dokumentami i nutami.. W domu, skrzynce zastała cienką kopertę. W niej
zaproszenie, wewnątrz kilka słów - Oficjalnie zapraszam na warsztaty teatralne
w AT w środę o dziewiętnastej. - skąd miał mój adres , od Pawła? - przemknęło
jej przez głowę - "Na warsztat" bierzemy Fedrę Racine'a.. - i u samego
dołu, drobniutkim, tym razem odręcznym, mało czytelnym pismem - mam nadzieję,
że tym razem moje zaproszenie zostanie potraktowane przychylnie.. Miło
mi będzie panią widzieć. - i podpis - Mark.
Zdała sobie sprawę, że stoi wciąż na schodach.. .Na półpiętrze, nieświadomie
zaczęła iść pieszo na górę.. jedenaste piętro! Wróciła się, wezwała windę..
. po chwili była w mieszkaniu. Zostawiła zaproszenie na stole, zaczęły
się nim bawić koty. Postanowiła wziąć kąpiel.. Dzień był chłodny, zmarzła,
za lekko ubrana. Wsunęła się po chwili w ciepłą wodę, zanurzyła po szyję..
oparła głowę na brzegu wanny, jak cudownie ją to relaksowało. Nie potrafiła
uwolnić się jednak od myśli o zaproszeniu. Miała ochotę pójść, nie było
powodu, by propozycję odrzucić, a jednak coś ją powstrzymywało..
Obawa? Przed czym..
-Nie bądź dzieckiem, o co ci chodzi .. - ganiła samą siebie na głos,
lubiła mówić do siebie, to jej stary już nawyk, nie robiła tego nigdy wśród
ludzi... Samotna, przyłapana na tym czerwieniła się zawsze po uszy.. Ale
lubiła mówić do siebie. Czuła jakby rozmawiała z inną zupełnie osobą, z
innym, drugim swoim "ja", które nie zgadzało się nigdy z pierwszym.. nie
było racjonalne, lecz zawsze pełne obaw, idealistycznie spoglądało na świat,
wzrokiem pełnym uprzedzeń, wzrokiem jednak tak wrażliwym i świeżym i emocjonalnym..
Krótkie spięcie między dwoma głosami w niej.. - Idiotka, idiotka jesteś
- koty zaciekawione podwyższonym tonem jej głosu wsunęły jeden nad drugim
łebki do łazienki. Skrzypnęły drzwi.. - To wy, łobuziaki? - uśmiechnęła
się.
Mam iść czy nie, Hipolit, Tezeusz?
-Miauu - rozległo się długie i niskie , .... twierdzące..
-To znaczyło "tak" ... No, tak sądzę. Dziękuję wam za pomoc.. A teraz
uciekać mi stąd, psik, co to za podglądanie kobiety w kąpieli - uciekły
posłusznie z krótkim miauknięciem..
-Dobrze.. Pójdę - zdecydowała. Pójdę pójdę.. teatr.. jak do diaska
żyją aktorzy, ciągła transformacja i samokontrola i rozdwojenie osobowości..
poszukiwanie tożsamości, przybieranie masek.. Maska, a może zdejmowanie
maski? Może i dla mnie jest teatr? Może może.. - zanurzyła głowę pod wodę,
zaczęła bawić się jak dziecko, wypuszczać głośno powietrze, bulgotać na
powierzchni wody.. Pamiętała, bawili się w ten sposób z bratem w dzieciństwie..
Infantylne pragnienie.. zrzucić maskę... zanurzyć się i zostać kim innym,
może zdjąć jedną maskę aby przybrać inna - gubiła się w dociekaniach, bawiły
ją czasami bezcelowe i płynne refleksje... - Koniec tych ablucji ! - zadecydowała
w końcu, spoglądając na swoje podobne noworodkowi pomarszczone od wody,
ciało..
Nastała sobie w końcu, zwyczajnie i zgodnie z chronologią biegu
dni, środa.. ta właśnie środa. O dziewiętnastej Katja czekała już przed
jedną z sal, którą jej wskazano jako miejsce gdzie odbywały się zajęcia.
Pojawił się wkrótce Mark, powitał Katję z uśmiechem, zaprosił do przestronnego
pomieszczenia, w którym zaaranżowano teatrum. Rozpoczęła się próba Fedry..
Spotkanie w theatrum trwało kilka godzin. Wszyscy w końcu przysiedli
zmęczeni gdzie kto mógł, na przygodnych krzesłach, wprost na deskach sceny,
na schodkach.. Katja, mimo że nie brała w pełni czynnego udziału w całości
przedstawienia czuła się równie zmęczona. Spojrzała w kierunku Marka. Zdała
sobie sprawę, że ten od dłuższego już czasu próbuje przyłapać jej wzrok.
Uśmiechnęła się. Powiedział cicho.. bardzo cicho tak, że czytać musiała
niemal z jego ust, a siedział na przeciwległym krańcu sceny. - idziemy?
koniec? - skinęła głową. Był równie zmęczony jak wszyscy, może bardziej..
Wstał, zaczęli wszyscy powoli zbierać się do odejścia. Katja stanęła zamyślona,
spojrzała w stronę okna.. Padało. Deszcz zawsze ja hipnotyzował. Mogła
patrzeć nań godzinami. Poczuła nagle, że ktoś bierze ją pod ramię i odwraca
delikatnie ku sobie. Oczywiście Mark. - Idziemy? - powtórzył pytanie..
-Tak, oczywiście.. Czy?..
-Tak, odwiozę cię do domu - uśmiechnął się
-Dzięki..
-Hmm, kobieta sama na ulicy, po północy, to nie wróży nic dobrego,
wiesz?
-Oczywiście..
Samochód podjechał cicho pod blok. W większości okien światła
były już pogaszone. Ciemność. Zamknięte powieki. Śpią. Jej okno również
było ciemne. Zapomniała zostawić światło małej nocnej lampki. Nie lubiła
wchodzić w nocy do zasnutego cieniem pomieszczenie, gdzie nawet czarne
jej koty zdawały się być swymi żywymi cieniami.
-Może masz ochotę wejść na chwilę - spytała, dziwiąc się samej sobie,
że takie pytanie postawiła.
-Hmm... ostatecznie.. - zawahał się - czemu nie?
Wjechał na chodnik przed blokiem, nie było parkingu.. Spojrzał jeszcze
na samochód, niepewny, czy rozsądnym było jego tu zostawianie.
-Eh.. nie jest to też żadne cudo.. Dwie inne toyoty obok, może przypadkowy
złodziej skusi się na ten z prawej.. O, jest w lepszej formie, i nowszy
typ.. - zaczął żartować ze swoich obaw. Weszli. Zaproponowała kawę.
-Kawa.. To może dobry pomysł.. Jestem doprawdy zmęczony. Tak, napiję
się kawy, chociaż nie powinienem.. Mam problemy z sercem.. drobiazg...
-Mam nadzieję, że będzie ci smakowała, mimo że nie jest tak dobra jak
twoja..
-Bajki, na pewno jest pyszna. Właśnie ..jest .. - siorbnął łyk gorącego
napoju. Patrzyła na jego usta, gdy pił, wydawało jej się, że tego nie zauważa
lub po prostu nie zwraca na to uwagi. Podobały jej się jego usta.. Ładnie
wykrojone, nie zanadto szerokie, nie nazbyt grube.. wszystko z umiarem..
A może to pozór? Mówią, że wąskie usta to oschłość, brak uczuć.. oziębłość..
, mówią, że wydatne usta to oznaka zmysłowości.. Bajki .. pomyślała trawestując
powiedzenie Marka w myślach..
-Dlaczego przyglądasz się moim ustom, Katju? - usłyszała nieoczekiwanie..
Wciąż nie odrywał wzroku od ciemnego napoju, jakby ten go hipnotyzował
na tyle, że dopiero po wypiciu duszkiem do dna, mógł na nią spojrzeć..
spojrzał . Prosto w oczy. Głęboko. Poczuła, jakby przenikał ją do sedna,
do dna.
-Czy mogę cię pocałować? Pocałunek to dotknięcie.. Wiem, że chcesz
mnie dotknąć..
-Nie, chcę jedynie dotknąć twoich ust.. - odpowiedziała po sekundzie.
-Ja też chcę. - Przysunął ją do siebie. Pocałował. Tylko raz. Potem
odsunął się od niej.. Jakby zdziwił się efektowi, jaki ten dotyk na niej
wywarł.. Miała wciąż zamknięte oczy, a wyraz twarzy taki, jakby zamierzała
za chwilę się rozpłakać.. Przestraszył się. Odsunął jeszcze odrobinę. -
Nie odsuwaj się ode mnie, nie odchodź, Théo..., Marku! - zreflektowała
się, że popełniła gafę.. - przepraszam, to jakieś moje mrzonki..
-Okay, w porządku, nie wiem, o czym mówisz.. W porządku już Katja,
nie płacz! Czemu płaczesz? Nie stawiaj mnie w takie sytuacji..
-Przepraszam.. Czy możesz ze mną dziś zostać? Proszę..
-Dobrze.. Czy mam spać na podłodze, czy mogę z tobą? - uśmiechnął się
swoim uśmiechem Arlekina.
-Oczywiście ze mną, w najgorszym wypadku ja będę spała na podłodze
albo cię wypędzę do domu.. - Pościeliła łóżko. Położyli się przytuleni
do siebie. Wtuliła się w niego jeszcze bardziej, czuł, jak bardzo pragnęła
go.. może nie jego nawet, lecz fizycznego kontaktu po prostu, seksu, dotyku,
ciepła.. Poczuł, że nie chce tego, nie chce jej bliskości, gorąca ciała
i dotyku. Poczuł, że jej pragnie, ale zupełnie fizycznie, jakby ciało reagowało
niezależnie od jego woli, jego umysłu...
-Katja - szepnął cicho, tuż blisko jej twarzy, do jej ucha. - Katja,
wybacz mi, ja.. nie mogę, nie chcę tego. Wybacz mi, muszę iść... Wytłumaczę
ci później... - Wstał szybko, ubrał się, zamknął cicho za sobą drzwi. Nie
zdążyła nawet zebrać myśli, zrozumieć co się stało, odnaleźć przyczynę.
Czuła się jak porzucona kotka.. Wskoczył Hipolit na łóżko. Mruknął z zadowolenia
- zwolniło się jego ulubione miejsce...
|