Epizod III
Wizyta
Dlaczego zgodziła się na to spotkanie? Niedziela zbliżała się,
a ona wciąż nie mogła zmusić swej woli, by usiąść i zająć się przygotowaniem
planu pracy doktorskiej, i aby uporządkować notatki z Anglii. Nie dawała
jej spokoju myśl o Marku..
Podeszła do lustra, zdjęła chustę z tiulu, która je zasłaniała, spojrzała
w swoje odbicie. Poczuła się dziwnie nieswojo, jakby obca osoba spoglądała
ku niej, nie ta znajoma oswojona od dzieciństwa twarz. Co się stało? To
cos, co się zmieniło, to nieuchwytne coś podobało jej się.. to była jakaś
odmiana, nowość, coś zakwitło w jej twarzy, w jej rysach , osobowości niezauważalnie
i cicho. - Dobra, koniec tych fochów - powiedziała na głos do swych myśli.
Odwróciła wzrok od lustra. Do pracy, do pracy.. zagrzebać się w papierach
i myśleć tylko o pracy. Otworzyła pokaźną teczkę wypełnioną papierzyskami,
kartki a4 i małe karteluszki wyrwane najwidoczniej z notesu. Katja notowała
wszystko gdziekolwiek tylko się znajdowała, a materiały o teatrze znajdowała
w nieoczekiwanych nieraz źródłach i opuszczonych archiwach, do których
nikt niemal nigdy nie zaglądał...
Niedziela w końcu przyszła, ociężale, powietrze było ciężkie,
późno- letnie, skwarne jeszcze tego dnia wrześniowego... Katja stała niezdecydowana
przed szafą nie mogąc zdecydować się na styl ubioru. Wsunęła w końcu na
siebie lekką sukienkę do kolan, luźną w talii.. nie lubiła obcisłych rzeczy,
ściągniętych w pasie. Nie lubiła ich na sobie, z zazdrością patrzyła na
kobiety, które z łatwością mieściły się we wciętych w talii sukienkach,
tunikach i żakiecikach, z żalem patrzyła na swoje zdjęcia sprzed kilku
miesięcy... na szczupłą kobietkę o blond włosach. Ta, która spoglądała
na nią z lustra wyglądała zupełnie inaczej.. Zaokrąglone biodra i uda,
ponad miarę jak oceniała się w duchu i z rozpaczą. A przecież tak bardzo
starała się stracić nadmiar kilogramów, nie mogła. Nie wiedziała już gdzie
szukać przyczyny.. W diecie, ciągłym stresie w jakim żyła, depresyjnych
stanach, które nawiedzały ją regularnie i które zabijała bezczynnością,
w hormonach które brała w ramach kuracji leczniczej...?
Narzuciła na zieloną sukienkę cienki sweter, przesłała buziaka
kotom i zamknęła drzwi mieszkania. Jakowski czekał na nią i niemal jakby
wędrował gdzieś i czatował w pobliżu drzwi i nasłuchiwał jej nadejścia,
bo aż nie mogła uwierzyć by zdołał jej tak szybko i nagle otworzyć drzwi,
bez najmniejszego szelestu kroków.. jakby stał tuż przy nich.. Oh głupia,
co za wyobrażenia paranoiczne! - zganiła samą siebie - przeceniasz się
ponadto...
Przeszli oboje do saloniku, gdzie w pobliżu okna, lecz wciąż
na środku niemal pomieszczenia stał mały okrągły szklany stolik z metalową
nóżką i duże wygodne fotele skórzane i mała zgrabna kanapa... Cała kompozycja
w brązie i czerni, srebrna zastawa, szlachetne z czarnym nalotem srebro..
Ogarnęła jednym spojrzeniem to wszystko, nastroiła się z goła pozytywniej..
Jakowski z uśmiechem zaprosił ją do stolika, podał kawę w eleganckiej filiżance
z uroczo wygiętym uchem.. Cisza.. lecz krótko, zaraz on zaczął zagajać
rozmowę. O tym, o tamtym, zaczęła opowiadać mu o Anglii... Atmosfera powstała
spontaniczna i przyjacielska. Przeszli na ty niemal niezauważalnie i swobodnie
bez oporów i wykrętów i pomyłek, jakby od dawna tak tylko do siebie się
zwracali i nie inaczej.. Miała dziwne wrażenie w jego obecności, dziwnym
zdawało jej się jego zachowanie, tak odmienne od tego, które znała od kilku
już lat. Czy ona zachowywała się nienaturalnie? Czy on? ....Był tak miły,
spontaniczny, zabawny.. starał się być, wiedziała o tym, starał się dla
niej, ale nie było to sztuczne, nie było groteskowe.. Ceniła go właśnie
za ten umiar i wyczucie i takt. Wiedziała, że jeden jej grymas, jedno słowo
czy wahanie czy zdziwienie brwi zmieniłoby całkowicie jego zachowanie..
Czyżby.. Czyżbym podobała mu się? - wykwitło najnieoczekiwaniej pytanie..
Nie wiedziała, czy jest zdegustowana, ciekawa czy tylko zdziwiona lekko.
A jednak udało im się w pełni omówić temat pracy, zaakceptował jej plan,
wprowadził kilka poprawek, dodał kilka uwag.. zupełnie innym tonem.. Jak
łatwo i niezauważalnie potrafił przechodzić z tematu opery angielskiej
i muzycznych wykonań przedstawień dworskich do mało ważkich ogólnych uwag
o kulturze, nastroju, pogodzie, aktualnym repertuarze kinowym...
W pewnym momencie Katja usłyszała szczęknięcie zamka. Spojrzeli
oboje w kierunku małego korytarza. Spodziewał się kogoś?
-To tylko mój syn.. Witaj, Marku, pozwól, że przedstawię ci panią Katję
- wstał i gestem zaprosił młodego mężczyznę do stolika.
-My.. my się znamy, tato - uśmiechnął się trochę zakłopotany. Nie spodziewał
się jej spotkać tak szybko i nieoczekiwanie.. - Poznaliśmy się w teatrze.
Przypadkowo. To było ciekawe spotkanie.. - Spojrzał na Katję pytająco,
jakby oczekując jej aprobaty. Kiwnęła wolno głową. Przysiadł obok niej
na kanapie tak jak stał w swetrze w butach... Zaczął spontanicznie opowiadać
o zajęciach, które prowadził tego dnia, z urokiem i łatwością aktora przedstawił
kilka śmiesznych gagów i gaf, które popełnili jego studenci. Miał niewątpliwy
dar opowiadania, dar gwarzenia, opisu i malowania słowem.. Siedział na
skraju kanapy, w poczuciu uciekającego czasu, co chwila wstawał i gestykulował,
to rzeczywiście dodawało malowniczości i realizmu jego historiom.. Nie
mógł pozostać bezczynny. Chwila ciszy.. nie znosił ciszy. Znów wstał, zaproponował
herbatę. Katja odmówiła. - Więc kawa? - Hmm, druga kawa - nie mogła się
zdecydować..
-Dobrze, ja poproszę drugą kawę. Może pomóc? - dodała szybko. Mężczyźni
spojrzeli na nią z rozbawieniem i na siebie i uśmiechnęli się szeroko.
- Eh, te kobiece nawyki .. - westchnął Mark - poradzę sobie doskonale sam,
zobaczy pani, Katju, kawa będzie miała cudowny smak.
-No co jak co, ale kawę Mark robi świetną.
-Poza tym radzimy sobie obaj doskonale...
-Sami.. - to chciał pan powiedzieć - bez kobiety.. - Katja roześmiała
się.
- Przepraszam, tak, rzeczywiście to miałem na końcu języka..
-W porządku, to było zabawne.. - uśmiechnął się i udał do kuchni. Patrzyła
chwilę za nim po czym znów odwróciła głowę ku oknu, i ku stojącym na stoliku
pustym filiżankom i ku Pawłowi. oglądała uważnie jego profil, jego zamyśloną
w tej chwili twarz, zwróconą ku oknu... - Jacy byli do siebie szalenie
podobni .. Przypomniała jej się ni stąd ni zowąd refleksja Fedry, która
spoglądając na Hipolita widzi Tezeusza... patrząc na syna widzi jego ojca..
|