powrót
 
 

Epizod XIV

Rozwiązanie

 
 Lato miało się ku końcowi. Paweł wciąż zabiegany, krążył już tylko pomiędzy Instytutem a domem. Jeszcze kilka miesięcy temu trasa biegła również przez szpital. Mark czuł się jednak już lepiej, leżał w domu. Wciąż był jednak niedołężny, nawet o kulach nie potrafił się samodzielnie poruszać. Odwiedzał go Jan, zawsze pod nieobecność Pawła.. A  jednak zdarzyło się raz, że spotkali się w korytarzu, Jan wychodził, Paweł wcześniej powrócił do domu. Zmierzyli się wzrokiem. Obaj chcieli pozostać obojętni, wrodzy niemal. Żadnemu się to nie udało. Wymienili zakłopotane uśmiechy i szybko każdy odwrócił wzrok...
 Paweł utrzymywał ciągły kontakt z Katją, ta wciąż pozostawała u rodziców na Białorusi. Starał się pisac do niej raz dziennie, do poczty elektronicznej każdy miał dostęp w Instytucie.. Katja przesyłała mu na bieżąco fragmenty swojej pracy, plany, szkice i notatki.. Prosiła o korektę, o opinię, o pomoc.. On wydobywał od niej z trudnością informacje o stanie jej zdrowia i jej dziecka... o którym nie wiedział nic.. choć Katja jak najwcześniej tylko było to możliwe poprosiła o określenie jego płci i rozmiarów. Początkowo obojętna i jakby w apatii żyjąca i a-realnosci zaczynała stopniowo interesować się małym nowym życiem, które nosiła w sobie.. Stało się tak dzięki matce, Katja doskonale wiedziała, że nie Paweł, nie Mark, nie żaden inny człowiek, tylko ona jedna przywrócić może ją rzeczywistości, pomóc i zmusić do życia i urodzenia dziecka, które nie było przecież ani chciane ani oczekiwane.. Matka. Katja częstokroć wodziła za nią wzrokiem ukradkiem, zastanawiała się jakie myśli ją wypełniają. Wiedziała jak ocenia ją samą i jej sytuacje, lecz widziała, że nawet odmienne mając zdanie i światopogląd pomoże córce zawsze i zawsze stać będzie po jej stronie wobec obcych. Była niezastąpiona. Mama.. A jednak Katja wiedziała, że po narodzinach dziecka chce powrócić do Polski, do Warszawy.. Nie wiedziała tylko jak bardzo nędznie wyglądać będzie jej życie.. 
 Nowy list od Pawła.. "Kochana Katju... " Czytała i pisała je zawsze w nocy, towarzyszyły jej tylko koty, które jak ona nocny wolały prowadzić tryb życia..., on pisał w dzień, w Instytucie, wyobrażała sobie jak wykorzystywał wolne chwile by cokolwiek "skrobnąć". Dostawała listy, nieraz nawet dwa dziennie. Nie chciała się przyznać przed sobą jak bardzo ją cieszyła ta korespondencja.. Jedyna nić wiążąca ją jeszcze z "tamtym", normalnym światem normalnych ludzi.. 
Rozwiązanie było blisko. Nie mogła już na siebie patrzeć. Utyła, dziecko miało być duże, w każdym razie, sugerując się pokaźnym poniżej piersi wybrzuszeniem, taki można było wysnuć wniosek. Wiedziała, że nie powinna pisać  w nocy, że nie powinna siedzieć przy maleńkim notebooku.. że szkodliwe etc wszystko puszczała mimo uszu.. Pewnego jednak dnia nadszedł list od Pawła... pocztą. Skąd miał adres? Nie dowiedziała się tego nigdy, któraś z jej koleżanek mogła mu to przekazać... 
"Nie chcę, byś napromieniowała to maleństwo przy notebooku, przerzucamy się na pocztę normalną.. Koniec kropka, nie dyskutuj... Uśmiechnęła się - męska decyzja.. Dalsze jednak jego zdania zaskoczyły ją i zdenerwowały - Paweł przyjeżdża! Kiedy? "Chciałbym przyjechać jakiś miesiąc przed rozwiązaniem.. Chcę po prostu być tam, Katju, proszę nie odmawiaj mi tego.. Mam również nadzieję, że zgodzą się na tę wizytę twoi rodzice. Wziąłem już urlop.. Odpisz. Czekam. Paweł. " Była zaszokowana. - Wszystko tylko nie to! Nie po to przed nim uciekała by teraz w najgorszym momencie, najtrudniejszym, gdy miała ochotę być sama.. najbardziej jak to możliwe, on się pojawiał.. Nad ranem matka zapytała ją o list.. Opowiedziała jej wszystko, ciężko szło opowiadanie, zacinała się zastanawiając przy każdym zdaniu, czy nie lepiej podsunąć jej kłamstwo lub półprawdę, Prawda zdawała się tak .. wstydliwa, trywialna.. Ale nie, przemogła się. Dała jej list do przeczytania.. Zdziwiła ją odpowiedź matki..
-Katju, ... Katju.. czy nie rozumiesz, że ten człowiek bardzo cię kocha? Oczywiście, on nawet powinien tu być.. ma większe prawo niż, jak mu tam.., Mark.. Ja się zgadzam, ty , zrobisz jak zechcesz.. 

 Paweł przyjechał w końcu sierpnia.. Nie musiał długo czekać na rozwiązanie. Katja rodziła wcześniej o kilka tygodni. W połowie września.. Nad ranem, wyczerpana po nocnym długim porodzie,  po przebudzeniu zobaczyła nad sobą oczy Pawła. Czekał cierpliwie aż się obudzę - domyślała się.. 
-Jak się czujesz? 
-Dobrze. Widziałeś? - uśmiechnęła się .. - śliczny bobas.
-Śliczny syn.. - poprawił ją, ile radości było w jego spojrzeniu, jej wysiłek sprawiał każdy uśmiech.. apatię zastąpiło zwykłe fizyczne zmęczenie, to wolała... 
-Katju, chciałbym ci zadać pytanie.. 
-To... pytanie? - znów wysiłek i uśmiech.. 
- Tak.. 
-Tak? A więc moja odpowiedź jest również "tak", Pawle.. - znów to charakterystyczne dla niego rozjaśnienie, śmiały się do niej jego oczy.. Dlaczego ona tak nie potrafiła, cieszyć  się spontanicznie i łatwo, pozwolić by całą "Katję" napełniła radość.. zawsze zostawało cos co kłuło i uwierało jakiś element smutku.. Dlaczego powiedziałam "tak"?
-Pawle, musisz przekonać mnie że moje "tak" jest właściwą decyzją... - Zamknęła oczy i zaraz poczuła na ustach pocałunek i szept przy uchu - Przekonam...

 epilog