Epizod XIII
Prawda?
Katja obudziła się późno. Spojrzała na zegarek. Była już spóźniona
na zajęcia poranne. Pobiegła do telefonu, by uprzedzić o swoim spóźnieniu...
Odłożyła słuchawkę... Zaczęła się w pośpiechu ubierać. Nie, nie mogła jednak
wyjść nie biorąc prysznica, cały dzień czuła by się źle i chodziła jak
śnięta.. Pięć minut i już była w kuchni, pół ubrana.. Jeszcze uprasować
spódnicę.. zrobić kawę. Wszystko naraz.. nie miała wiele czasu. Usłyszała
w pewnym momencie szczęk zamka. Wychyliła głowę na przedpokój - to Paweł.
Była przekonana , że już wyszedł. Było tak późno, a i on miał zajęcia od
dziewiątej trzydzieści. Spojrzała, nie wyglądał dobrze, sińce pod oczami
i śmiertelnie smutny uśmiech..
-Co się stało Pawle, ręce, które trzymały żelazko zaczęły drżeć.
-Katju, usiądź na chwilę.. - zostawiła prasowanie, nalała kawy jemu
i sobie.. Usiadła obok niego przy stole.
-Mark.. Mark jest w szpitalu, wracam od niego właśnie... - spojrzał
na jej twarz, zbladła.. ale postanowił ciągnąć dalej, nie było sensu czegokolwiek
przed nią ukrywać.. - Jest w ciężkim stanie..
-Ale co.. co się stało?
-Miał tej nocy wypadek.. Katju, chwilami myślę, że to moja wina
- pochylił głowę, miała nadzieję że się nie rozklei, nie zacznie płakać,
nie zniosłaby tego teraz, sama ledwie powstrzymywała łzy - Był zdenerwowany
po naszej nocnej rozmowie.. Wziął samochód... Nie wiem do kogo jechał ,
gdzie..
Katja milczała. Ani jedno słowo nie pozostawało w głowie, pustka..
-Chciałabym się z nim zobaczyć..
-Jesteś pewna? Katju, nie teraz... lekarze nie chcą wpuszczać nikogo...
Musiałem ich błagać o jedno spojrzenie na Marka. Jest zresztą nieprzytomny..
Katju - podniósł jej głowę do góry ujmując delikatnie za podbródek. Pojedziemy
tam razem jak tylko będzie to możliwe... Zostań tymczasem w domu.. Masz
zajęcia? Odwołaj je..
-Podeszła do telefonu. Podniosła słuchawkę, wykręciła numer Instytutu..
Czuła jednak, że nie jest w stanie wypowiedzieć ani słowa.. Paweł spoglądał
na nią .. Po chwili wstał widząc jej zachowanie, wziął od niej słuchawkę..
Krótka rozmowa z sekretarką... i jednym z kolegów muzykologów, który niechetnie
mysląc o zastępstwie, zgodził się przekazać informację o odwołaniu zajęć..
-Katju.. Ja muszę już iść. Proszę, zostań w domu. Zadzwonię w ciągu
dnia, okay?
-Boisz się o mnie, Pawle? - uśmiechnęła się . - To dopiero drugi miesiąc,
naprawdę czuję się dobrze.. Nie ma powodu do obaw..
-Dobrze. Lepiej dmuchać na zimne - uśmiech jakiś dziwny, zakłopotany
Trzasnęły drzwi, wyszedł.
Katja usiadła w fotelu. Próbowała uspokoić myśli, podjąć jakąś decyzję..
Paweł wrócił do domu późno. Zmęczony i pełen niepokoju. Nie mógł
pojawić się w ciągu dnia w domu, niepokoił go fakt, że Katja nie podnosi
telefonu.. Dzwonił kilkakrotnie.. Wyszła - przypuszczał. Mógł być pewien,
że nie posłucha jego prośby. Znał już trochę jej upartą, niezależną naturę.
Wszedł do kuchni, dostrzegł leżący na stole list... "Pawle"... zaczął czytać..
powiódł wzrokiem na koniec listu.. "Wiem, że będziesz rozczarowany.. Ale
tak zdecydowałam. Katja." - wiedział, że list nie mógł nieść żadnych pozytywnych
informacji.. Katiusza, westchnął. I zaczął powoli i uważnie odczytywać
cały tekst. Kilka minut później siedział wciąż zamyślony przy stole, w
palcie jedynie rozpiętym, czapka i torba na stole.. Ogarnęła go apatia..
Wiedział, że musi pojawić się w szpitalu u Marka.. Ale nie mógł zmusić
woli by wstać i wyjść. "Wyjeżdżam do matki, na Białoruś..." przypominał
sobie słowa listu. Chciała zostać tam aż do rozwiązania.. prosiła, by załatwił
jej urlop zdrowotny.. Tak, da się załatwić.. "Jeśli to dla ciebie kłopot,
daj znać, przyjadę jeśli to konieczne.." Katja... Czy nie zdawała
sobie sprawy, że zrobił by dla niej wszystko?... Aż do rozwiązania. Tyle
miesięcy bez jej obecności.. Wiedział, że będzie tęsknił.. Nie zostawiła
nic.. Ani adresu ani telefonu, tylko.. e-mail.. E-mail! Dobrze, jeśli miał
to być jedyny kontakt gotów był się nań zgodzić.. Co miała na myśli mówiąc
o prawdzie... "Musze pomyśleć w spokoju.. muszę poszukać mojej prawdy..
Wtedy odpowiem ci na twoje ważne pytanie, Pawle..."