powrót
 
 

Epizod XI
Kłótnia

    
 Rozległ się dzwonek do drzwi. Spojrzeli oboje na zegar - dwudziesta trzecia. 
-Zejdę zobaczyć kto to.. - Paweł rzucił Katji uspokajające spojrzenie. Zszedł na dół. Usłyszała jak wołał Marka, ten nie odpowiadał.. Czyżby wyszedł. Hmmm, to było wysoce prawdopodobne, znała go już trochę. Jego i jego obyczaje, jego tendencję do unikania konfrontacji i odpowiedzialności. Wyczuł niewątpliwie, że czeka go spotkanie i rozmowa w cztery oczy z ojcem.. Katja niecierpliwie nasłuchiwała odgłosów z parteru. W końcu zwyciężyła nad obawą ciekawość. Zeszła i ona na dół. Natknęła się w kuchni na Pawła.
- Widzisz, to tylko dostawca pizzy. Z pewnością Mark ją zamówił. Nie pojmuję tylko, dlaczego ulotnił się przed jej dostarczeniem... - zawiesił na niej pytający wzrok..
-No.. nie wiem, był może umówiony? - próbowała go bronić, ale nieprzekonujący był jej argument, dobrze wiedziała, że umówiony nie był. Ale wiedziała też, gdzie z pewnością można było odnaleźć  w tej chwili Marka. Nie powiedziała jednak ani słowa o swoich domysłach.. To była sprawa pomiędzy Markiem a Pawłem, pomiędzy ojcem a synem. Czuła, czuła wyraźnie wszystkimi zmysłami i siłą intuicji jak bliski jest już moment odkrycia kart i wyznania i konfrontacji.. Nie wiedziała kiedy nastąpi, wiedziała że się zbliża. 
-Zjemy tę pizzę? - usłyszała pytanie Pawła 
-Ja nie jestem bardzo głodna, ale mogę ci towarzyszyć, jeśli możesz mi nałożyć jeden, o, ten mały kawałek.. to bardzo proszę - uśmiechnęła się zmęczonym uśmiechem, usta wykrzywiły się w grymas. Paweł uważnie spoglądał na jej twarz.. 
-Co ciekawego dostrzegasz , Pawle? - przyłapała jego wzrok.
-Widzę, że jesteś bardzo zmęczona , Katju.. .Kto wie, czy nie bardziej ode mnie. 
-Tak, masz rację. Jestem zmęczona. Od jakiegoś czasu tkwię w tym stanie zmęczenia i nie mogę się wydostać... - zawiesiła głos patrząc wciąż na niego.. - Cieszę się, że już jesteś tu, Pawle, nawet nie wiesz jak się cieszę. Ogromnie mi ciebie brakowało.. - Zobaczyła jak rozjaśnia się jego twarz. Nie powiedziałam przecież wiele.. Jak niewiele potrzeba człowiekowi do szczęścia - myślała.. Poczuła dotknięcie jego dłoni na swojej, gładził ją lekko, podniósł do ust, pocałował. Nie odtrąciła go, nie wstała, nie protestowała.. Uśmiechała się tylko lekko nie myśląc już o niczym, nie myśląc już o Marku, nawet nie zajmując myśli zachowaniem Pawła, pozwoliła zmysłom odczuwać.. Było jej dobrze, lekko.. Pizza wystygła, podczas gdy oni trwali w dziwacznym i obiektywnie na rzecz spoglądając, groteskowym milczeniu, ciszy, dotknięciu i spojrzeniu.. Oni groteskowości bynajmniej nie byli świadomi trwając w subiektywnie ważnej dla nich chwili. W  pewnym momencie Katja wstała, pocałowała Pawła na dobranoc i odeszła do swojego pokoju. Nie zburzyło to w żaden sposób jego spokoju. Wciąż siedział nieruchomo w zamyśleniu przy stole.. Czekał na Marka. Ona wiedziała, że czekał na Marka. On jednak nie pojawił się. Katja budziła się kilkakrotnie, nasłuchiwała odgłosów z kuchni.. Poznawała , że Paweł chodzi po kuchni, chodził w tę i z powrotem.. w tę i z powrotem... Zbudziła się w końcu nad ranem, musiało być około piątej. Zeszła do kuchni. Zastała Pawła śpiącego na stole, głowę ukrytą miał w ramionach splecionych na blacie. Nie chciała go budzić. Sam jednak usłyszał ją, podniósł na kobietę zaspane oczy. 
-Marka nie ma?
-Hmmh- pokręciła przecząco głową. - Połóż się spać Pawle.
-Masz rację, pora spać .. - roześmiał się dostrzegając która była godzina. 
 Mark wrócił dopiero pod wieczór. Paweł znów czekał na niego długo w nocy. Próbował komponować. Rozłożył nuty, kartki.. notatki na fortepianie.. Brzdąkał pojedyncze dźwięki. Katja widziała, że nie może skupić myśli. Nieustannie myślał o Marku, jednak nie zdradził się przed nią ani jednym słowem. Usiadła przy nim na fotelu z książką na kolanach, około północy udała się jednak do łóżka. On został.. nie zdążyła jednak jeszcze usnąć, gdy usłyszała trzask drzwi i głosy rozmawiających mężczyzn. Podeszła do drzwi swojego pokoju. Zamknęła je. Nie. Nie chciała słyszeć tej rozmowy.  
-Marku - Paweł podszedł do syna. Ten odwrócił się. - Późno już, wiem.. Ale chciałbym z tobą porozmawiać. 
-Domyślam się. - odpowiedział ten obojętnie na pozór.
-Usiądźmy. Czy rozmawiałeś z Katją? 
-Cóż, widzieliśmy się w środę. Tak, można powiedzieć, że to była rozmowa...
-Dobrze... Ja również z nią rozmawiałem... 
-Więc wiesz już wszystko... Nie wiem tylko na ile jasna jest dla ciebie sytuacja, ojcze.. Domyślam się jedynie, co powiedziała ci Katja.. Owszem doszło między nami do jakichś tam, powiedzmy bliższych kontaktów.. 
-Jak możesz w ten sposób o tym mówić, Marku! - przerwał mu Paweł. Czuł jak zaczynała w nim burzyć się krew.. - Jak możesz.. - powiedział już ciszej. nie chciał mimo wszystko, by usłyszała ich rozmowę Katja.. - Czy to znaczy że jej nie kochasz? Ot tak sobie przespałeś się z nią kilka razy? - znów czuł, że nie może powstrzymać nerwów na wodzy, podnosił mimowolnie głos.. Zastanawiał się jednocześnie, czy Mark wie o ciąży Katji.. 
-Ojcze, to wszystko nie jest takie proste.. Chciałbym, by było. Ja... tak naprawdę nie pociągają mnie kobiety tak silnie jak mężczyźni.. - zamilkł, czekał na reakcję Pawła, ten jednak milczał ze spuszczoną głową, zdawał się nie słyszeć niemal... 
-No i? - odezwał się w końcu.
-Co chcesz bym ci odpowiedział? Ojcze, potrzebuję twojego zrozumienia..
-Ja mogę wszystko zrozumieć, Mark.. Ale, nie jesteś może świadomy, jak ważna jest dla mnie Katja... Dobrze, jesteście młodzi, ona jest młoda. Tak, mogę wszystko zrozumieć.. Nie mogę zrozumieć tylko, dlaczego tak  mało myślałeś o niej.. nie obchodzi cię czy jest.. czy była szczęśliwa? 
-Chciała tego.. nie zmuszałem jej.
-Mogłeś uczciwie postawić sprawę.
-Ojcze, ona wie, że jestem.. że mam też inne skłonności seksualne.. nazwijmy to tak.
-Ona cię kocha.. - Mark odwrócił głowę, udawał że nie docierają do niego te słowa. - Mam w tej sytuacji jedną już tylko prośbę. Proszę, opuść jak najszybciej ten dom.. 
-Dobrze, jak sobie życzysz.. - czuł jak zaczyna kotłować się w nim wszystko z gniewu, złości.. żalu.
-Aha, i ... chyba wiesz, że Katja jest w ciąży... - Mark już w progu pomieszczenia zatrzymał się, jednak nie odwrócił.. Paweł nie mógł widzieć jego zmienionej twarzy, i grymasu ust.. Jedno miał już tylko pragnienie - odejść, uciec, od konsekwencji, prawdy, rzeczywistości.. Usłyszał po chwili Paweł trzaśnięcie drzwiami, usłyszała je Katja, która od godziny już przekręcała się z boku na bok, nie mogąc przywołać snu..

 epizod12