powrót
 
 

Epizod X

Powrót

 

 Nieobecność Pawła wkrótce stała się zauważalna. Katji zaczynało brakować jego chłodnego spojrzenia, wyważonego zdania.. Konsultacje za pośrednictwem e-maila, początkowo skrupulatnie realizowane, wkrótce stały się fikcją. Ani Katja, ani Paweł nie mieli na nie czasu ani dość motywacji, by prowadzić tego typu naukowa korespondencję. Katja jedynie starała się wraz z gromadzeniem nowych materiałów przeprowadzać ich inplantację w tekście, robić redakcję i korektę kolejnych rozdziałów, całość jednak wciąż miała formę amorficzną i bliską chaosowi.. Potrzebne było spojrzenie obiektywne Pawła. Katja czuła to doskonale. Ale tęskniła za jego obecnością również (w nieoczekiwany dla niej samej sposób), całkowicie emocjonalnie.. Czekała z niecierpliwością na jego powrót, a jednocześnie obawiała się go.. Zaakceptowała Marka, infantylne, jak je oceniała, podejście do życia, ale więcej jeszcze, była świadoma, że zachodzi w niej obcy jej i od niej niezależny w pełni proces asymilacji tej niechcianej postawy. Jak Mark zaczynała się obawiać powrotu Pawła, czuła się jak dziecko, które popełniło błąd, spłatało potężnego figla i świadome jest, że czeka je kara.. I tej kary oczekuje.. 
 Mark.. Nie potrafiła ogarnąć tego, co działo się w nim samym, jego zachowania były częstokroć tak nieprzewidywalne, kapryśną miał naturę. Artysta.. Kochała go jednak pomimo wszystko.. Tamtej nocy.. Tej nocy, gdy zastała scenę, o jakiej wyobrażenie miała nikłe - relacje homoseksualne pozostawały dla niej wciąż tematem tabu.. - doznała niemal olśnienia. 
Mark.. Dochodziła do wniosku, że jej miłość do niego graniczyła blisko z fascynacją światem otwartym, światem, którego horyzont znacznie szerszy był niż jej własny.. nie intelektualny, lecz horyzont postrzegania i odczuwania... Odkrywał jej rejony, które do tej pory były obce i zakazane. Tamtej nocy - wracała do niej wciąż myślą - było im cudownie.. Tych nocy było później wiele. Mark jednak za każdym razem znikał nad ranem, czuła jedynie pocałunek, którym ją budził i widziała w półśnie jak odchodził. Nie wierzyła, by ją kochał. Nigdy zresztą tego nie powiedział. Wiedziała, że potrzebował jej obecności, potrzebował afirmacji i troski. Widziała jak za każdym razem spragniony jest jej dotyku, zmysłowego, seksualnego z nią kontaktu, jak za każdym razem ciężko emocjonalnie przeżywał post-factum. Nie pytała dokąd odchodzi nad ranem, wiedziała, że do niego. Wiedziała, że tylko on, Jan, mężczyzna, którego zaczynała nienawidzić, dawał mu emocjonalne zaspokojenie. Mark nigdy nie pozwolił sobie, by wymknęło mu się choć słowo komentarza... Jedyny raz, pierwszy i być może ostatni Katja usłyszała z  jego ust.. "nie ma nic z seksualnego kontaktu między nami Katju, widziałaś nas jak całowaliśmy się.. Nic więcej nie ma.. Czuję jakby zatrzymał się czas, stoję na rozdrożu i nie wiem, którą drogę mam wybrać.. Gardzę moim pociągiem do kobiet - wybacz Katju - gardzę sobą samym, a nie potrafię w pełni przejść na tę drugą stronę i w pełni siebie w nowej postaci zaakceptować. Jestem na rozdrożu Katju..  - i zaczął prosić ją, by odeszła i płakać i znów przepraszać - Czemu nie znienawidziła go wówczas, czemu nim nie pogardziła? Głupia!
- Zostaw mnie Katju, wiem, że jestem nieuczciwy wobec ciebie.. Wykorzystuję cię, nie pokocham... nigdy.. Katju! 
-Cicho już, nic nie mów. - przytuliła się do niego. Zamilkł.
 

 Paweł przedłużył pobyt, nie zdołał powrócić na święta. Smutnie odbyło się Boże Narodzenie bez niego. Katja postanowiła pozostać z Markiem, do domu pojechała nieco później, w połowie stycznia. 
Paweł wrócił dopiero w końcu lutego. Przywitali go oboje na lotnisku. Nie zmienił się. Schudł odrobinę. Wyglądał na zmęczonego. 
- Należy ci się odpoczynek po tych długich wakacjach - zażartowała Katja, patrząc z niepokojem na zmęczoną twarz Pawła. 
-O tak.. Myślę zresztą poważnie wziąć kilka dni urlopu.
-Chcesz gdzieś wyjechać?
-Sam? O nie, nie mam ochoty, a ty.. a wy.. poprawił się - zapewne nie możecie nijak zrobić przerwy w zajęciach.. Czyż nie?
-Hmm, sesja już się skończyła, ale właśnie dlatego chciałabym te wolne chwile poświęcić na prace na doktoratem..- odezwał się Katja, niepewnie spoglądając na Pawła.. Zastanawiała się czego od niej oczekiwał. Mark milczał. Myślami był gdzieś daleko.
-Co u ciebie, Marku? Czy można już oglądać twoje nowe mieszkanie? - uśmiechnął się do syna, smutno jednak jakoś..
-Yhhm, cóż, ojcze, nie zdołałem jeszcze znaleźć odpowiedniego mieszkania i ... wciąż jestem twoim lokatorem.. 
-Legalnym. Nie przejmuj się synu, wiesz, że to mieszkanie jest i twoje. Nigdy nie wspominałem o wyprowadzaniu się, nieprawda? To był twój pomysł - roześmiał się. A jednak Katja dostrzegła w jego oczach coś na kształt zawodu. - O czym on myśli, nad czym zastanawia się ? - myślała..  Pawle, Pawle.. - czuła intuicyjnie, że ten dzień przynieść miał jeszcze jakaś rewelację. Miłą? Nie. Sądziła, że będzie to jakieś niespodziewane nieszczęście czy zawód. Ostatecznie sama wiedziała, że wcześniej czy później przyjdzie czas na odkrycie kart i prawdę. Może nie tylko ona miała co wyjawić... Czuła przecież, że Paweł jeszcze przed wyjazdem nosił w sobie jakiś sekret, którego nijak nie potrafił jej odkryć. Może tym razem? Ciężarem były mu te słowa, których nie chciał wypowiedzieć, tak jakby bał się je wypuścić na zewnątrz i dać się im urodzić. W każdym razie Katja wiedziała, że jej tajemnica będzie trudna dla Pawła, i będzie się rodzić równie długo...
 Dotarli do domu, z lotniska jechali ponad godzinę na Mokotów, gdzie mieszkał Paweł. Korki popołudniowe. Za progiem wszyscy troje odczuli zmęczenie. Nikt nie kwapił się do zrobienia kolacji. Nawet Katja otępiała była i niechętna jakiej bądź pracy. Zimno tylko dawało się we znaki. Wstała, podkręciła kaloryfery, rozpaliła ogień na kominku. Podszedł do niej Paweł. Zaczęli wspólnie dokładać drew, pielęgnować mały, niedorosły jeszcze płomyk. Katja poczuła w pewnej chwili delikatne dotknięcie dłoni mężczyzny. Spojrzała. - Chcę ci coś powiedzieć, Katju, możemy na chwilę pójść na piętro? - poprosił.
-Tak, oczywiście - weszła na schody, usłyszała jeszcze tylko za sobą prośbę Pawła skierowaną do Marka.
-Zamów dużą pizzę, Marku! Okay?
-Dobra, tato.
-Odpowiedział zdaje się nie odrywając oczu od telewizji. Katja wiele dałaby by wiedzieć, co w tej chwili dzieje się w jego myślach.. Czy w ogóle zauważył ich oddalenie się. Wątpiła.. To cały Mark.. 
 Weszli do pokoju Katji, Paweł stanął przy drzwiach, zamknął je za sobą. Katja usiadła na kanapce, cała w postawie oczekiwania, pochylona ku niemu, z dłońmi opartymi na kolanach.. Paweł najwyraźniej próbował skupić myśli.. 
-Katju, nie wiem jak zacząć, nie wiem jak to wypowiedzieć. Wiesz.. zaczynałem ci o tym mówić już wielokrotnie, nigdy nie zdobyłem się na domówienie do końca.. Teraz chcę, by to zostało wypowiedziane. Pomóż mi, proszę. - spojrzał, ale wzrok miał niewidzący. Katja podeszła, pociągnęła go za rękę. Usiadł obok na kanapie. Po chwili jednak wstał, usiadł znów lecz na fotelu na wprost niej. 
-Katju.. użyję słów najprostszych, bo to co powiem jest proste, dla mnie jest proste i pewne, lecz wiem, że skomplikować może sytuację.. mi... tobie..
-Pawle.. słucham.
- Katju, czy wyjdziesz za mnie?      
Milczenie. On nie odrywał wzroku od jej źrenic, ona jak w hipnozie nie mogła odwrócić oczu. Miała ochotę płakać, lecz łzy nie pojawiały się.. 
-Odpowiedz mi Katju, proszę...
-Pawle, zanim odpowiem ci, chciałabym, byś wiedział... nie zrozum mnie źle, to co powiem nie oznacza, że mówię "nie".. lecz chciałabym, żebyś wiedział, że między mną a Markiem... - urwała pod wpływem jego wzroku, który w miarę jak mówiła napełniał się przerażeniem... nie , to był raczej zawód i żal lecz z domieszką świętego gniewu.. 
-Czy chcesz powiedzieć, że cię wykorzystał? Czy ... czy skrzywdził cię, Katju? -Nie stało się nic, czego bym nie chciała Pawle.. - odpowiedziała powoli, ze spokojem, czuła, że odzyskuje panowanie nad sobą i nad sytuacją. 
Zapadło milczenie. Nie patrzył już na nią. Tak, wzrok wbił w ziemię, zgarbił się, skurczył.. Nie wiedziała co uczynić z rękoma jakby nagle straciła cała wiedzę o potrzebnych słowach i gestach i już ani jedne ni drugie nie były pomocne i użyteczne i zbawcze... Czekała aż podniesie wzrok. Długo.. Potem padło tylko jedno już pytanie Pawła.
-Kochasz go? 
-Nie wiem. Pawle, już nic nie wiem, wiem jedynie, że nosze jego dziecko...- mówiąc to przymknęła oczy.. Stchórzyła. - Wszystko, wszystko tylko nie widok jego oczu- szeptała do siebie w duchu..

 intermedium4