Nieobecność Pawła wkrótce stała się zauważalna. Katji zaczynało
brakować jego chłodnego spojrzenia, wyważonego zdania.. Konsultacje za
pośrednictwem e-maila, początkowo skrupulatnie realizowane, wkrótce stały
się fikcją. Ani Katja, ani Paweł nie mieli na nie czasu ani dość motywacji,
by prowadzić tego typu naukowa korespondencję. Katja jedynie starała się
wraz z gromadzeniem nowych materiałów przeprowadzać ich inplantację w tekście,
robić redakcję i korektę kolejnych rozdziałów, całość jednak wciąż miała
formę amorficzną i bliską chaosowi.. Potrzebne było spojrzenie obiektywne
Pawła. Katja czuła to doskonale. Ale tęskniła za jego obecnością również
(w nieoczekiwany dla niej samej sposób), całkowicie emocjonalnie.. Czekała
z niecierpliwością na jego powrót, a jednocześnie obawiała się go.. Zaakceptowała
Marka, infantylne, jak je oceniała, podejście do życia, ale więcej jeszcze,
była świadoma, że zachodzi w niej obcy jej i od niej niezależny w pełni
proces asymilacji tej niechcianej postawy. Jak Mark zaczynała się obawiać
powrotu Pawła, czuła się jak dziecko, które popełniło błąd, spłatało potężnego
figla i świadome jest, że czeka je kara.. I tej kary oczekuje..
Mark.. Nie potrafiła ogarnąć tego, co działo się w nim samym,
jego zachowania były częstokroć tak nieprzewidywalne, kapryśną miał naturę.
Artysta.. Kochała go jednak pomimo wszystko.. Tamtej nocy.. Tej nocy, gdy
zastała scenę, o jakiej wyobrażenie miała nikłe - relacje homoseksualne
pozostawały dla niej wciąż tematem tabu.. - doznała niemal olśnienia.
Mark.. Dochodziła do wniosku, że jej miłość do niego graniczyła blisko
z fascynacją światem otwartym, światem, którego horyzont znacznie szerszy
był niż jej własny.. nie intelektualny, lecz horyzont postrzegania i odczuwania...
Odkrywał jej rejony, które do tej pory były obce i zakazane. Tamtej nocy
- wracała do niej wciąż myślą - było im cudownie.. Tych nocy było później
wiele. Mark jednak za każdym razem znikał nad ranem, czuła jedynie pocałunek,
którym ją budził i widziała w półśnie jak odchodził. Nie wierzyła, by ją
kochał. Nigdy zresztą tego nie powiedział. Wiedziała, że potrzebował jej
obecności, potrzebował afirmacji i troski. Widziała jak za każdym razem
spragniony jest jej dotyku, zmysłowego, seksualnego z nią kontaktu, jak
za każdym razem ciężko emocjonalnie przeżywał post-factum. Nie pytała dokąd
odchodzi nad ranem, wiedziała, że do niego. Wiedziała, że tylko on, Jan,
mężczyzna, którego zaczynała nienawidzić, dawał mu emocjonalne zaspokojenie.
Mark nigdy nie pozwolił sobie, by wymknęło mu się choć słowo komentarza...
Jedyny raz, pierwszy i być może ostatni Katja usłyszała z jego ust..
"nie ma nic z seksualnego kontaktu między nami Katju, widziałaś nas jak
całowaliśmy się.. Nic więcej nie ma.. Czuję jakby zatrzymał się czas, stoję
na rozdrożu i nie wiem, którą drogę mam wybrać.. Gardzę moim pociągiem
do kobiet - wybacz Katju - gardzę sobą samym, a nie potrafię w pełni przejść
na tę drugą stronę i w pełni siebie w nowej postaci zaakceptować. Jestem
na rozdrożu Katju.. - i zaczął prosić ją, by odeszła i płakać i znów
przepraszać - Czemu nie znienawidziła go wówczas, czemu nim nie pogardziła?
Głupia!
- Zostaw mnie Katju, wiem, że jestem nieuczciwy wobec ciebie.. Wykorzystuję
cię, nie pokocham... nigdy.. Katju!
-Cicho już, nic nie mów. - przytuliła się do niego. Zamilkł.
Paweł przedłużył pobyt, nie zdołał powrócić na święta. Smutnie
odbyło się Boże Narodzenie bez niego. Katja postanowiła pozostać z Markiem,
do domu pojechała nieco później, w połowie stycznia.
Paweł wrócił dopiero w końcu lutego. Przywitali go oboje na lotnisku.
Nie zmienił się. Schudł odrobinę. Wyglądał na zmęczonego.
- Należy ci się odpoczynek po tych długich wakacjach - zażartowała
Katja, patrząc z niepokojem na zmęczoną twarz Pawła.
-O tak.. Myślę zresztą poważnie wziąć kilka dni urlopu.
-Chcesz gdzieś wyjechać?
-Sam? O nie, nie mam ochoty, a ty.. a wy.. poprawił się - zapewne nie
możecie nijak zrobić przerwy w zajęciach.. Czyż nie?
-Hmm, sesja już się skończyła, ale właśnie dlatego chciałabym te wolne
chwile poświęcić na prace na doktoratem..- odezwał się Katja, niepewnie
spoglądając na Pawła.. Zastanawiała się czego od niej oczekiwał. Mark milczał.
Myślami był gdzieś daleko.
-Co u ciebie, Marku? Czy można już oglądać twoje nowe mieszkanie? -
uśmiechnął się do syna, smutno jednak jakoś..
-Yhhm, cóż, ojcze, nie zdołałem jeszcze znaleźć odpowiedniego mieszkania
i ... wciąż jestem twoim lokatorem..
-Legalnym. Nie przejmuj się synu, wiesz, że to mieszkanie jest i twoje.
Nigdy nie wspominałem o wyprowadzaniu się, nieprawda? To był twój pomysł
- roześmiał się. A jednak Katja dostrzegła w jego oczach coś na kształt
zawodu. - O czym on myśli, nad czym zastanawia się ? - myślała..
Pawle, Pawle.. - czuła intuicyjnie, że ten dzień przynieść miał jeszcze
jakaś rewelację. Miłą? Nie. Sądziła, że będzie to jakieś niespodziewane
nieszczęście czy zawód. Ostatecznie sama wiedziała, że wcześniej czy później
przyjdzie czas na odkrycie kart i prawdę. Może nie tylko ona miała co wyjawić...
Czuła przecież, że Paweł jeszcze przed wyjazdem nosił w sobie jakiś sekret,
którego nijak nie potrafił jej odkryć. Może tym razem? Ciężarem były mu
te słowa, których nie chciał wypowiedzieć, tak jakby bał się je wypuścić
na zewnątrz i dać się im urodzić. W każdym razie Katja wiedziała, że jej
tajemnica będzie trudna dla Pawła, i będzie się rodzić równie długo...
Dotarli do domu, z lotniska jechali ponad godzinę na Mokotów,
gdzie mieszkał Paweł. Korki popołudniowe. Za progiem wszyscy troje odczuli
zmęczenie. Nikt nie kwapił się do zrobienia kolacji. Nawet Katja otępiała
była i niechętna jakiej bądź pracy. Zimno tylko dawało się we znaki. Wstała,
podkręciła kaloryfery, rozpaliła ogień na kominku. Podszedł do niej Paweł.
Zaczęli wspólnie dokładać drew, pielęgnować mały, niedorosły jeszcze płomyk.
Katja poczuła w pewnej chwili delikatne dotknięcie dłoni mężczyzny. Spojrzała.
- Chcę ci coś powiedzieć, Katju, możemy na chwilę pójść na piętro? - poprosił.
-Tak, oczywiście - weszła na schody, usłyszała jeszcze tylko za sobą
prośbę Pawła skierowaną do Marka.
-Zamów dużą pizzę, Marku! Okay?
-Dobra, tato.
-Odpowiedział zdaje się nie odrywając oczu od telewizji. Katja wiele
dałaby by wiedzieć, co w tej chwili dzieje się w jego myślach.. Czy w ogóle
zauważył ich oddalenie się. Wątpiła.. To cały Mark..
Weszli do pokoju Katji, Paweł stanął przy drzwiach, zamknął je
za sobą. Katja usiadła na kanapce, cała w postawie oczekiwania, pochylona
ku niemu, z dłońmi opartymi na kolanach.. Paweł najwyraźniej próbował skupić
myśli..
-Katju, nie wiem jak zacząć, nie wiem jak to wypowiedzieć. Wiesz..
zaczynałem ci o tym mówić już wielokrotnie, nigdy nie zdobyłem się na domówienie
do końca.. Teraz chcę, by to zostało wypowiedziane. Pomóż mi, proszę. -
spojrzał, ale wzrok miał niewidzący. Katja podeszła, pociągnęła go za rękę.
Usiadł obok na kanapie. Po chwili jednak wstał, usiadł znów lecz na fotelu
na wprost niej.
-Katju.. użyję słów najprostszych, bo to co powiem jest proste, dla
mnie jest proste i pewne, lecz wiem, że skomplikować może sytuację.. mi...
tobie..
-Pawle.. słucham.
- Katju, czy wyjdziesz za mnie?
Milczenie. On nie odrywał wzroku od jej źrenic, ona jak w hipnozie
nie mogła odwrócić oczu. Miała ochotę płakać, lecz łzy nie pojawiały się..
-Odpowiedz mi Katju, proszę...
-Pawle, zanim odpowiem ci, chciałabym, byś wiedział... nie zrozum mnie
źle, to co powiem nie oznacza, że mówię "nie".. lecz chciałabym, żebyś
wiedział, że między mną a Markiem... - urwała pod wpływem jego wzroku,
który w miarę jak mówiła napełniał się przerażeniem... nie , to był raczej
zawód i żal lecz z domieszką świętego gniewu..
-Czy chcesz powiedzieć, że cię wykorzystał? Czy ... czy skrzywdził
cię, Katju? -Nie stało się nic, czego bym nie chciała Pawle.. - odpowiedziała
powoli, ze spokojem, czuła, że odzyskuje panowanie nad sobą i nad sytuacją.
Zapadło milczenie. Nie patrzył już na nią. Tak, wzrok wbił w ziemię,
zgarbił się, skurczył.. Nie wiedziała co uczynić z rękoma jakby nagle straciła
cała wiedzę o potrzebnych słowach i gestach i już ani jedne ni drugie nie
były pomocne i użyteczne i zbawcze... Czekała aż podniesie wzrok. Długo..
Potem padło tylko jedno już pytanie Pawła.
-Kochasz go?
-Nie wiem. Pawle, już nic nie wiem, wiem jedynie, że nosze jego dziecko...-
mówiąc to przymknęła oczy.. Stchórzyła. - Wszystko, wszystko tylko nie
widok jego oczu- szeptała do siebie w duchu..