w pokoju dziecinnym
poniedziałek,
22 czerwca
199x
...Na początku stworzył Bóg niebo i ziemię... A ziemia była niekształtowna
i próżna, i ciemność była nad przepaścią a Duch Boży unaszał się nad wodami.
I rzekł Bóg: niech będzie światłość i stała się światłość. I widział
Bóg, że światłość była dobra, i uczynił Bóg rozdział między swiatłością
i między ciemnością. I nazwał Bóg światłośćdniem a ciemność nocą, i stał
się wieczór , i stał się zaranek, dzień pierwszy...
Monotonny starczy babciny głos płynął bezszelstnie w ciszy pomieszcenia..
Dom zamieszkiwał półmrok rozswitlony marnym oszczędnym blaskiem maleńkiej
żarówki osadzonej w niziutkiej lampce... Zmierzchało się a jednak nikt
nie palił jeszcze górnych świateł. Przyzwyczaili się do życia w półcieniu,
w półswietle, w półzapomnieniu. Z radia sączył się cichy głos jakiejś zatrwożonej
niesmiałej siostrzyczki zakonnej szepczącej do mikrofonu swoje modlitwy
maryjne...dxwięk płynnie wtapiał się w senną atmosferę wieczoru. Oboje
staruszków siedziało pochylonych nad małym czworokątnym stołem kuchennym
przy oknie. Ona co chwila odrywając wzrok od biblii nieruchomo wpatrywała
się w ciemne kontury drzew i kształt domu sąsiadów za oknem, on kiwał się
w quasi-uspieniu, pochylał coraz niżej bezradne ciało na starym drewnianym
sfatygowanym krześle, głowa schylona ku kolanom razem z całym ciałem kołysała
się rytmicznie.. Osierocone dziecko, dziecinny ruch kołysania.. odpłynął
już, był tam już , po drugiej stronie, w swoim swiecie, którego nikt
z współobcujących z nim domowników nie+ znał i do którego nie miał nikt
dostępu, świat po drugiej stronie świadomości, po drugiej stronie lustra....
Zmierzchało się. Kolejna noc i oczekiwanie długie, czasem bezsenne na nadejście
poranka ... i dnia nie-pierwszego... a czy nie-ostatniego...
Lizbona budziła się ze snu. Słońce poranne zaglądało do pokoju wyklejonego
jasnożółtą tapetą w kolorowe tańczące ludki, lalki i misie. Małe zgrabne
nieliczne mebelki zapełniały powierzchnię tego pokoju trzy na cztery.
W kącie przy oknie stało szerokie dość łóżko drewniane. pod granatową pościelą
spała skulona mała postać, postać dziecka, postać dziewczynki.. średnio
długie włosy rozsypały się na poduszce.. twarz zwrócona do sciany, wtulona
w jej bezpieczny chłodny kąt... Nieszczelnie zasłoniete zasłony pozwalały
promieniom zaglądać do środka, plamom swiatła tańczyć na kolorowym dywanie..
Za chwilę miał odezwać się głos matki.. Instynktownie przebudziła się na
ogłos jej zbliżjących się do drzwi kroków. Matka zawsze pojawiała się w
jej pokoju o tej samej porze.. siódma trzydziesci.. - wstan kochanie, już
czas.. - usłyszała nad sobą, nie odwróciła się nawet jednak, wymruczała
jakieś niegłośne.. - hmm, taaa, mamo... - Kobieta odeszła. Wiedziała, że
mała za chwile posłusznie sama zsunie się sennie z łóózka i z trudnością
przecierając oczy bedzie próbowała trafić do łazienki..
Po pieciu minutach zaszurały kapcie Nathalie, zajrzała do łazienki,
z zamknietymi oczami umyła zęby, potem już trzeba było przemyć powieki,
przemyc twarz, rozczesać splatane ciemne włosy.. W kuchni czekało już na
nią ciepłe kakao, tosty z marmoladą, i nutellą którą uwielbiała, a którą
matka chowała przed nią w zatrwożeniu patrząc na ilości jakie dziesięcioletnia
chuda dziewczynka potrafiła zjeść.. I tylko powtarzała - zęby ci wypadną
niedługo, głuptasie.. i śmiała się jednocześnie.. kochana mama.. Od kilku
już lat mieszkały samotnie. Cristine rozwiodła się z Carlosem gdy Nathalie
miała siedem lat.. Mała widywała go co dwa tygodnie, a jednak nieustannie
każde rozstanie było powodem rozpaczy i melancholii, traciła apetyt, chudła,
chorowała.. opuszczała swoje ulubione, choć kosztujące ją tyle trudu, lekcje
baletu.. Wiedziała, że zobaczy ojca po upływie dwu kolejnych tygodni, a
jednak każde spotkanie zdawało się jej być juz ostatnim.. Wrażliwa i delikatna
szalenie ciężko przeżywała każdą porażke rozczarowanie i... rozłąke..
Ale dziś myslała jedynie radośnie, jedynie o tym, że ujrzy ojca
już za kilka godzin, w chwilę po zajęciach w szkole.. Czuła na sobie baczny
wzrok matki, która doskonale domyślała się samopoczucia małej. Cristine
nie mogła pozbyć sie uczucia zawodu, żalu , rozterki... spoglądając na
czarny warkocz dziewczynki, jej ciemne lsniące oczy, widziała rysy Carlosa.
Tęskniła za nim, nie potrafiła z początku pogodzić się z faktem, jak bardzo
brak jej tego mężczyzny.. Równie ciężko i bolesnie jak córka odczuła jego
strate, a jednak była to jej własna decyzzja.. Życie ciągłe w stresie,
samotności.. nie miało sensu. Nie odczuwała tak potrzebnej jej opieki,
czułości miłości.. nie czuła się kochana i pożadana.. zmysły cierpiały,
cierpiało ciało.. Wiedziała, że najbardziej cierpi Nathy, która domagała
się obecności ojca, który zjawiał się w domu rzadko, jak duch, jak gość..
Przecież pracował.. Praca zasłoniła mu cały horyzont myślenia postrzegania
i wrażliwości.. nie dostrzegał tak kochanych kiedyś tych dwu kobiet. Cristine
podjęła decyzję, Cristine odeszła.. nathalie cierpiała lecz uspokoiła siępsychicznie...
teraz jedynie tuż po rozłace, tuż po spotkaniu z nim reagowała nerwowo,
chorobliwie, dawniej to był jej stan permanentny poddenerwoania, leku,
oczekiwania, stresu..
Ale tak widać być musiało.. Obie pogodziły się z sytuacją..
I dziś własnie nastapić miało spotkanie z ojcem. Nathalie z pewnością
podekscytowana będzie cały dzień, nie skupi się na lekcjach, oberwie od
nauczycielki, umknie przed jej groźnym wzrokiem, ucieknie wczesniej
z lekcji.. Carlos zazwyczaj przyjeżdzał dużo wczesniej, czekał na małą
pod szkołą.. Widziała go już z okna.. juz w myślach pewnie do niego biegła..
Cristine wyobrażała sobie z łątwoscią całą tę sytuację, która powtarzała
się juz od tak długiego czasu.. patrzyła na swoją córkę całą w pąsach,
z apetytem chrupiącą szósty już z kolei tost z nutellą.. popijany kakao,
i wyobrazała sobie siebie na jej miejscu.. Jak dobrze byłoby być znów małą
dziwczynką, pełną entuzjazmu, nieśmiałą uroczą ale już tak dojrzałą, która
za niedługo biec miała na spotkanie kochanego mężczyzny, ojca, który nigdy
nie przestał być dla niej ideałem..marzyła jak dobrze byłoby być dzieckiem,
które ne straciło jeszcze swieżości spojrzenia i naiwnej wiary w ideały..
Chciała być małą Nathalie. Była dużą trochę już zgorzkniałą w wieku trzydziestu
lat , Cristine..
Słońce raziło oczy poprzez szybę samochodu. Założył ciemne okulary.
Zacmienie jeszcze przez chwile, póki źrenice nie przyzwyczaiły sie do zmiany
natężenia swiatła.. Ktoś zapukał w szybę. Mężczyzna odwrócił nerwowo głowę..
-to ty, Nathy! wsiadaj! Zamyśłiłem sie.. ne zauważyłem cię..
-Chciałam ci zrobić niespodziankę. udało sie? Wyszłam wcześniej to
znaczy.. zwolnili nas z kilku ostanich minut, skłamała nieudolnie.. -ojciec
spojrzał tylko z kpiącym lecz ciepłym uśmiechem.
-Hmm, no , chyba ci się tym razem udało..zaskoczyć mnie - rozesmiali
sie oboje. Nathalie rzuciła plecak na tylne siedzenie i siadła swobodnie
na pierwszym, nie zapinając pasów.. Carlos ruszył osro, za chwilę jednak
pisk hamulców i Nathalie poczuła na sobie jego groxne wyczekujące spojrzenie.
Schemat był zawsze ten sam, i ona zawsze liczyła na to, że uda jej się
przechytrzyć ojca i niepostrzeżenie pasów, których ucisku i skrępowania
nie znosiła, nie zapiąć. Ale nie.. On czujnie obserwował zawsze jej zachowanie..
Wiedziała.. To był jego priorytet. W jego obecności nie mógl jej spaść
nawet jeden włos z glowy. Drżał o nią i zamartwiał się jak o dwumiesięczne
maleństwo - jak się skarżyła.. - Ależ ty jesteś moim malenstwem, Nathy
- odpowiadał niezmiennie..
Trwało przez kila minut miedzy nimi milczenie. Oboje zapatrzyli się
w bieg szosy wsuwającej się z szybkością mgnienia powieki pod maskę samochodu.
Nathalie obserowała mijane kamienice, krajobraz przedmiescia.. Znaleźli
się w końcu w dzielnicy zamieszkiwanej przez ojca.. Padło ciche pytanie
dziewczynki
-Ella jest w domu?
-taaak - przytaknął pewnym tonem Carlos, - niewątpliwie już nas wygląda
i czeka z niecierpliwościa - usmiechnął się... Wiedział jednak, że Ella
musiała załatwić jeszze tysiąc spraw przed przyjazdem małej i nie był w
istocie pewien, czy zdązy ona pojawić się w progu mieszkania przed ich
przyjazdem.. Ale Nathalie była już myślami zupełnie gdzie indziej, lubiła
Ellę, drugą żonę ojca.. tylko ona posród osób które znała mała dziesięciolatka,
potrafiła tak barwnie opowiadać tysiące historii, historyjek i bajek..
tylko w jej obecności godziła sie na zajrzenie do książki, sięgnięcie po
kredki i ołówek.. Nawet matka, spoglądając na zmęczoną po cwiczeniach w
szkole baletowej dziewczynkę, nie potrafiła przekonująco zachecić
ją do jakiejbądź lektury , nie wspominając nawet o przymusie.. Tego mała
nie znosiła i krnąbrnie opierała się wszelkim rygorom. wówczas słyszała
już tylko jak matka narzekała na jej podobny jakoby ojcowemu, cięzki uparty
charakter.. Nathalie lubiła Ellę, dla jej radosnego zywego jednocześnie
nieoczekiwanie melancholijnego usposobienia, ona jak nikt nikt inny potrafiła
pozyskać jej zaufanie, Nathalie nazywała ją swoją przyjaciólką .. zapominała
o różnicy wieku.. Ella nigdy nie była niby-mamą.. , drugą mamą. Nie, mama
była jedna i niezastapiona i ukochana, i Ella nie była ciocią.. Nathalie
choć podejmowała takie próby, nigdy nie mogła przyzwyczaić się do tego
określenia.. nie, Ella była zawsze i jedynie Ellą.. jej starszą przyjaciółką..
Wyrwało ją z zamyślenia donośne szczekanie.. Natjalie ożywiła się..
- Blacky! .. Chodź tu piesku .. - Ze schodów zbiegł czarny mały pies..
Nathalie bawiąc się z nim podążyła za ojcem, który wziął jej plecak i ruszył
ku drzwiom mieszkania..
Ella nie wyszła im jednak na spotkanie. Carlos domyślał się,
że zabawiła w sklepie tym czy tamtym, przedłuzyła się wyprawa po wiktuały..
Zaglądali oboje do pomieszczeń, kuchnia, salon, sypialnia.. pusto.. Mała
zaglądała w mysie dziury, pod łózko i za szafę.. przywłując usmiech na
twarz ojca, odrobinę zaniepokojonego jednak nieobecnością Elli.. W końcu
usiadł niespodziewanie sposępniały i zmeczony na kanapie.. Nathalie zamierzała
juz juz wprosić się na kolana.. usłyszała jednak prośbe ojca.. Dobrze.
Zanieść najpierw swoje rzeczy do włsnego maleńkiego pokoiku.. No , już
dobrze.. - Ale potem możemy pooglądać wspólnie telewizję, tato?.. do przyjscia
elli oczywiście... Mała swietnie wiedziała, że Ella nie przepada za telewizja,
rzadko ja ogląda a i nie lubi patrzeć na tępo spoglądającą w ekran zmęczona
twarz Carlosa.. "bo meżczyźni w ten sposób odpoczywają.. - powtarzał jej
nieustannie, niejdnokrotnie słyszała już te słowa Nathalie..
-A więc zgoda?
-Tak, tak, kochanie.. Zostaw tam plecak i przyjdź.
Nathalie odeszła biegnąc niemal w kierunku swojego pokoiku.. Skrzypnęły
drzwi drewniane.. Hmm, stęskniła sie za tu mieszkającymi lalkami..spojrzała
w kierunku łóżka.. i z trudnością stłumiła w ostatniej chwili swoje zdziwione
wielkie "oh!"..U stóp łóżka, oparta plecami o półki regaliku z książkami
siedziała Ella. Podniosła głowę ku dziewczynce, zaalarmowana jej cichym
wykrzyknieniem..
-Ha, witaj moja mała przyjaciółko.. - uśmiechnęła się.. - a ja tu ,
widzisz, zakradłam się i czytam potajemnie twoje książki.. - śmiały się
już ej oczy i kąciki ust.. Nathalie podeszła i usiadła obok kobiety.. Podkuliła
nogi.. przysunęła się bliżej, by zajrzeć w tekst czytanej lektury..
-Alicja w krainie czarów.. O, to nie jest moja książka.. Nie znam..
-Nie? Cóż, może się tu gdzieś zawieruszyła książka bezdomna, może to
lektura Carlosa.. - roześmiały się obie..
..."How nice it would be if we could only get through into Looking-glass
House! - książka była po angielsku i portugalsku, dwustronnie drukowany
tekst.. Dxiwczynka radziła sobie już niexle z obcym językiem.. ale po kilku
zdaniach zdecydowała sie na język jej rodzimy, zaczeła czytac na
głos tekst na stronie prawej książki którą trzymała Ella.
-nie sądzisz, że odwrotna strona lustra może być ciekawsza od tej którą
my widzimy? - zagadnęła ją z półusmiechem Ella.
-Ooo, to musi byc pasjonujące! móc zwiedzić ten zalustrzany świat!
- wykrzyknęła półszeptem mała.. Obie zachowywały się jakby rzeczywiście
odbywały tajne spotkanie, które pozostać musiało bezwzględnie w sekrecie..
w sekrecie przed kim? przed Carlosem oczywiście, ptrzed tatą.. Ella była
pewna, że ten zdrzemnął się już w oczekiwaniu na swoje kobiety..
-Carlos pewnie spi.. Zajrzyj.. - Nathy wróciła po chwili potakując
głową.. Carlos rzeczywiście usnął na kanapie.. - Chcesz, bym czytała ci
tę historię?
-Hmm, ale nie zaczynajmy od początku.. Opowiedz mi, Ella, opowiedz
prosze..
-Nie, nie, będziez potem żałować.. początek jest miły, niedługi i ...
ważny.. - podkresliła intonacją ostatnie słowo i zaczęła czytać.. Płynęła
historia małej Alicji, jej kotów, czarnego i białego.. "Jedna rzecz była
pewna, to że biały kotek nie miał z tym nic wspólnego.. - Uciekały drobne
literki tekstu, Nathy od czasu do czasu śledziła linijki wraz z Ellą, ta
dawała jej fragmenty do czytania.. Nie potrafiły jednak czytać spokojnie..
Gdy doszło do - Udawajmy ze jest sposób, by dostać się na drugą stronę,
Kitty.. - Ella wybuchnęła cichym śmiechem na widok entuzjazmu i mimiki
niemal aktorskiej małej dziewczynki. Patrzyła na nią i przypominała sobie
swoje marzenia dzieciństwa i współodczuwała z tą szczupłą dziesięcioletnią
brunetką którą swiat jednocześnie i fascynował i zatrważał.. która i delikatna
i była pełna energii. .. - Udwajmy, Ella, że lustro stało się zupełnie
miękkie jak gaza, tak miekkie, że możemy przez nią się przedostac.. ..
Dlaczego ono przemienia się teraz jakby w mgłę, naprawde!Jak łatwo będzie
przez nią przejść.. - Ella słuchała lekkiego drżącego głosu Nathy, myśłała
o niej a jednoczesnie jakimś nieoczekiwanym zbiegiem myśli natknęła się
na wspomnienie o swym dziadku.. Nie! Nie wspomnienie! Dlaczego zawsze w
ten sposób o nim myślała? Jakby już go nie było? Jakby.. jakby umarł, odszedł..
Tak, tak jakby odszedł na drugą stronę lustra.. Głos dziewczynki wtapiał
się w tłoprzestrzeni jasnego pokoiku, obraz jednak który ella miała przed
oczyma mroczny był dość i smutny.. Znów widziała tych dwoje staruszków..
rodzice jej ojca.. zagubieni, zasuszeni w dużym domu z dala od stolicy..
w domu otoczonym sosnami.. drzewa nawet latem w pełni dnia przysłaniały
słońce od strony kuchni dwojga starszych ludzi. Tam zawsze było ciemnawo,
cieniście. Ale Ella najczęściej widziała ich dwoje w tonacji półmroku,
o zmierzchu.. I teraz taki obraz wywołał się samoczynnie z pamięci.. I
w centrum tego obrazu postać chudego niskiego zgarbionego mężczyzny, bezradnie
i niezdarnie poruszającego się od jednych drzwi do drugich.. Bezcelowo..
Nie potrafił znaleźć sobie miejsca, nie potrafił samodzielnie odnaleźć
drogi.. do pokoju, do kuchni, do łazienki, do łóżka.. Zatracił wszystko
i zagubił.. Pamięć. Umysł. Wspomnienia. Samoświadomoć... te posiadał w
stopniu.. malejącym wciąż i wciąż zatrważająco i bolesnie zawładnęła nim
choroba niepamięci, nie zauważył sam kiedy tracić zaczął kolejne dni z
własnego życia.. zagubione zapomniane niepoznane.. Nie wiedział już gdzie
jest, któ wokół niego.. kim on sam.. Dziadziuś.. ... - W chwilę potem Alicja
była już poza szybą lustra i zeskakiwała lekko w dół do wnętrza lustrzanego
pokoju.. -dobiegł znów wyraźniej głos małej Nathy czytającej historię wędrówki
Alicji do krainy czarów lustrzanych.. Dlaczego lustro? - zastanawiała się
ella.. Lustroo. Pamietała jedną ze scen, które i zabawne i smutne, groteskowymi
w końcu się stawały.. jedną ze scen jakich wiele było w domu dziadków..
Stałło w dużym salonie wysokie ogromne lustro. - Dziadek był niegdyś krawcem..
- W domu była jedynie Ella na pietrze i dzadek.. gdzies na dole... Babcia
wyszła zapewne.. Nagle dobiegł ją z dołu dziwaczny dźwięk i krzyk rozpaczliwy
dziadka.. Zbiegła w kilka sekund na dół, na pomoc, Ujrzała jak starszy
mężczyzna bezradnie kręci się wokół wysokiego lustra , to zbliza się ,
to oddala od niego na kilka kroków, to znów podchodzi i dotyka dłońmi,
idzue na wprost szklanej szyby, nie zatrzymując się i uderza weń głową..
- Dziadku ! - podbiegła do niego zdenerwowana.. - To tylko lustro dziadku..
Nie mogła wiele zrozumieć z bełkotania starszego człowieka.. tylko jego
seplenione słowa natrętne.. - Ale on, ten tamm.. To on..! - On? On..
oczywiście ten drugi.. Ten po drugiej stronie lustra.. Chciał iść mu na
spotkanie.. Nie udało się przejśc na drugą stronę. To potrafiła tylko Alicja..
a może i Nathy.. - Ella spojrzała z usmiechem na zaczytaną poważną
twarzyczkę dziwczynki.. Ale nie dziadzius.. On już nigdy nie pójdzie na
spotkanie tymczasowe tamtego.. tego z drugiej strony.. tego, który zapewne
zachował świadomość, który wiedział wszystko to, co zapomniał mężczyzna
po rzeczywistej stronie lustra.. Jeden pogrążony był w przeszłości , drugi
zachował by może świadomość wspóczesności.. Ale nie da się skleić tych
dwu połowek ludzkich.. człowieka z jego odbiciem..
-Jak to jest z tym przejściem na drugą stronę, Ella? - z zamyślenia
wyrwało ją pytanie dziwczynki.. Zamyśliłaś się znów! - dodała z wyrzutemm..
O czym?
-Hmm, przejście.. własnie o tym myślałam moja mała.. O przejściu..
No.. myslę, że każdy powinien spróbowac własnych sił.. a nuz lustro wpuści
cię do środka.. Tylko jeszcze te koty. Koty są ważne..
-Ale jest mój pies! Blacky! Też jest czarny.. Nieprawda?
-Masz rację.. Więc niewykluczone, że przejście się uda.. Ciekawe co
jest po drugiej stronie, prawda?
-Ale jak powrócić? - trzexwe pytanie Nathy zaskoczyło mimo wszystko
Ellę..
-Hmm, powinnaś przeczytać swoją ksiązkę do końca. Tam znajdziesz rozwiązanie..
Ale.. z pewnością są tacy, którzy przechodzą tylko raz.. Na tamtą stronę
i już nie wracają.. - Dziadek.. historia z lustrem.. to doprawdy jakby
próbował przejść na drugą stronę.. Ale to widać jeszcze nie czas na niego..
Boże Boże, przecież taki stopien niewiadomości nie pozwala nawet na rozmyślne
popełnienie samobójstwa..! O czym to.. oj, oczym myślę... - Nathalie..
zabiorę cię kiedyś do Polski..- przerwała tok własnych prowadzących ją
do ponurych wniosków myśli - Jeśli Carlos się zgodzi.. U nas jest pięknie..
w Polsce... Inaczej niż w Portugalii, ale też pieknie.. Zobaczysz...
-I przedstawisz mi swojego brata? i rodziców? ...
-tak.. i babcię i dziadka.. ich też.. - rozesmiała się Ella
-dobrze, i dziadka też.. - spojrzenie Nathalie było tak przenikliwe
i ciepłe zarazem, że Ella zaczęła się zastanawiać, czy Carlos może napomnął
małej coś niecoś o dzadku.. o chorobie.. Nieee.. zrezygnowała z przypuszczeń..
lecz jednocześnie wyobraziła sobie to spotkanie.. Dziwne spotkanie, w przyszłości..
zetknięcie dojrzałości i dzieciństwa.. śiwadomości i nieświadomości.. Nie
była pewna.. po której stronie świadomość, po której jej zanik, gdzie pamięć
i wiedza, gdzie ich brak, kto dzieckiem kto dojrzaly..
świt i zmierzch , zmierzch i świt..